Historia tego traktatu Niniejszy traktat nie był pisany pod wpływem impulsu chwili. Jego ewolucja do obecnej postaci była stopniowa, wyrastając z licznych zdarzeń, doświadczeń, ustaleń, wynalazków, oraz naukowych odkryć jakie kształtowały życie obu jego współautorów. Z punktu widzenia niniejszego traktatu, niektóre z tych zdarzeń były ważniejsze od innych, stąd stanowiły one rodzaj "kamieni milowych", t.j. bardzo mocno wpłynęły one na kształt jaki traktat ten obecnie przyjmuje. Poniżej postarałem się wyszczególnić najbardziej istotne z owych "kamieni milowych", opisując je w kolejności chronologicznej, t.j. stopniowo w miarę jak miały one miejsce. Ponieważ ja je raportuję, zaprezentowane są one z mojego punktu widzenia. Natomiast spojrzenie Danieli na poszczególne zdarzenia jakie wiodły do sformułowania niniejszego traktatu zaprezentowane są w rozdziale C. Ciekawe czy przeglądając te kamienie milowe czytelnik odnotuje dominujący je fakt, mianowicie że raportują one o niewidzialnej bitwie jaka nieustannie musi być toczona z naszymi kosmicznymi najeźdźcami w każdej sprawie stanowiącej przedmiot opisów tego traktatu. Oto więc poszczególne kamienie milowe jakie zaowocowały napisaniem niniejszego traktatu:
#1. Tablica Cykliczności. Wszystko zaczęło się od zwykłej grypy ponad ćwierć wieku temu, mianowicie w 1972 roku. Odkryłem wówczas coś co potem nazwałem "tablicą cykliczności". W owym czasie byłem starszym asystentem na Politechnice Wrocławskiej. Jednego dnia zapadłem na grypę, podczas gdy natychmiast po tym jak moje zwolnienie lekarskie miało się skończyć, czekał mnie wykład na temat "wybranych aspektów systemów napędowych". Nie miałem podręczników na ten temat w domu, stąd podczas leżenia w łóżku starałem się wymyślić co powiem moim studentom aby było na temat systemów napędowych, jednak jednocześnie mogło zostać przygotowane w domu bez użycia jakichkolwiek podręczników akademickich. W ten sposób wymyśliłem "tablicę cykliczności" (t.j. odkryłem ją). Tablica ta przyjmuje formę bardzo podobną do Tablicy Mendelejewa, tyle że zamiast zestawiania sobą pierwiastków chemicznych, zawiera ona zestawienie urządzeń napędowych. Esencja mojej "tablicy cykliczności" polega na ujawnieniu, że w ludzkiej wynalazczości istnieje powtarzalny wzór, albo klucz, jaki cyklicznie powtarza się we wszystkich wynalazkach. Jeśli więc poznamy ów cykliczny wzór, albo klucz, wówczas na bazie tego co dotychczas zostało już wynalezione, jesteśmy w stanie dokładnie przewidzieć to co ciągle jeszcze oczekuje wynalezienia. W sposób bardzo podobny do tego jak czyniła to Tablica Mendelejewa z pierwiastkami chemicznymi, moja pierwsza "tablica cykliczności" zestawiała sobą wszystkie podstawowe rodzaje urządzeń napędowych jakie ludzkość zbudowała dotychczas, zaś na bazie owych urządzeń już wynalezionych, wskazywała ona jakie będą następne urządzenia napędowe ciągle czekające swego wynalezienia. Najbardziej obiecujący z tych nowych urządzeń napędowych ciągle oczekujących wynalezienia był "magnokraft". Zgodnie z moją "tablicą cykliczności" powinien on zostać skompletowany na Ziemi do roku 2036 - patrz rysunki A1 i A2. Magnokraft jest statkiem kosmicznym napędzanym pulsującym polem magnetycznym, jaki w świetle "tablicy cykliczności" jest "bratem" dla silników elektrycznych. Kiedy zaprezentowałem studentom swoją "tablicę cykliczności" oraz ideę magnokraftu, mój wykład wzbudził głośne owacje. Jeden z tych studentów zmusił wszystkich do głośnego śmiechu kiedy przed całym audytorium oznajmił on na głos coś w rodzaju: "Panie magistrze, jeśli każda Pańska grypa zakończy się uformowaniem tak rewolucyjnej teorii jak ta którą nam Pan tutaj zaprezentował, wówczas życzymy Panu aby bez przerwy miał Pan grypę". Jak okazało się potem, w metaforycznym sensie to jego życzenie zostało wypełnione z niewielką zamianą przyczyn i skutków: to moje liczne rewolucyjne teorie i ich następstwa okazały się bowiem tymi co przynosiły mi niezliczone bóle głowy i kłopoty przez cały czas. Moja "tablica cykliczności" po raz pierwszy została opublikowana w 1976 roku w artykule [1A4] "Teoria rozwoju napędów", z czasopisma Astronautyka, numer 5/1976, strony 16-21, podczas gdy jej najnowsze wydanie opublikowane jest w monografiach [1/3], [1/2], [3/2], [3], [5/4], [5/3], [6/2] i [6].
#2. Magnokraft. Pierwsza "tablica cykliczności" wskazywała, że w przyszłości wynalezione i zbudowane mają być na Ziemi aż trzy całkowicie nowe statki kosmiczne. Wszystkie te trzy statki nazwałem "magnokraftami". Pod względem wyglądu zewnętrznego są one niemal identyczne, jednak wykorzystują one trzy zupełnie odmienne zasady działania (z kolei owe trzy odmienne zasady działania powodują trzy różne kształty ich komór oscylacyjnych - patrz rysunek A1). Aby więc rozróżnić pomiędzy nimi, nazywam je: (1) magnokraftem pierwszej generacji, albo po prostu magnokraftem (ten najprostrzy z trzech magnokraftów używa napędu czysto magnetycznego, poruszając się na zasadzie magnetycznego przyciągania i dopychania; jego komory oscylacyjne są sześcienne, z kwadratowymi ściankami wlotowymi, jak te pokazane na rysunku A1), (2) magnokraftem drugiej generacji, albo wehikułem teleportacyjnym czy wehikułem telekinetycznym (ten bardziej zaawansowany wehikuł używa natychmiastowego napędu telekinetycznego; jego komory oscylacyjne posiadają ośmioboczne ścianki czołowe), oraz (3) magnokraftem trzeciej generacji, nazywanym także wehikułem czasu (ten najbardziej zaawansowany magnokraft używa zasady podróży w czasie; jego komory oscylacyjne posiadają szesnastoboczne ścianki czołowe). Magnokraft pierwszej generacji jest tym jaki zgodnie z tablicą cykliczności powinien być skompletowany na Ziemi do roku 2036. Przyjmuje on kształt dysku, jaki w swoim centrum zawiera bardzo silne źródło odpychającego pola magnetycznego, nazywane "pędnikiem głównym", podczas gdy na obrzeżu zawiera pierścień "pędników bocznych" - patrz rysunek A1. Kiedy dokonuje on lotu, jego pędnik główny odpycha się od pola magnetycznego Ziemi, Słońca, lub galaktyki, wytwarzając w ten sposób siłę nośną. Jednocześnie pędniki boczne przyciągają się do pola ziemskiego, słonecznego lub galaktycznego, w ten sposób wytwarzając siły stabilizujące. Pędniki boczne są też w stanie wytwarzać wirujące pole magnetyczne, podobnie jak to ma miejsce w silnikach elektrycznych podczas formowania wiru magnetycznego. Owo wirujące pole magnetyczne wytwarza magnetyczny odpowiednik dla Efektu Magnusa, napędzając w ten sposób magnokraft poziomą siłą napędową. Ponadto jonizuje on powietrze, wywołując jego jarzenie się. Wir magnetyczny formuje też rodzaj wiru plazmowego jaki jest zdolny do oparowania skał i gleby. W ten sposób, kiedy magnokraft leci pod ziemią, odparowywuje on łatwo identyfikowalne szkliste tunele - patrz rysunek A5. Magnokraft może latać pojedynczo, lub też magnetycznie sprzęgać się z innymi wehikułami fomując w ten sposób najróżniejsze konfiguracje latające - patrz rysunek A2. Pierwsze opisy magnokraftu zostały opublikowane w artykule [2A4] "Budowa i działanie statków kosmicznych z napędem magnetycznym" jaki ukazał się w czasopiśmie Przegląd Techniczny Innowacje, nr 16/1980, strony 21 23. Bardziej wyczerpujące opisy tego statku zawarte są praktycznie w niemal wszystkich monografiach i traktatach wylistowanych w rozdziale G, ze szczeólnie wyczerpującym opisem w monografii [1/3].
#3. Formalny dowód że "UFO to już zbudowane przez kogoś magnokrafty". Po tym jak pierwsze opisy magnokraftu zostały opublikowane, oraz po tym jak udokumentowały one naukowo że zbudowanie magnokraftu będzie naturalną konsekwencją ewolucji ziemskiej techniki, wehikuł ten zaczął być bardzo sławny w Polsce. Pojawiły się liczne artykuły komentujące w różnych gazetach i czasopismach, a także szereg programów telewizyjnych zostało przygotowanych jakie pokazywały obrazy, opisy, oraz dyskusje o tym wehikule. Jedna idea jaka powtarzalnie zaczęła się wyłaniać ze wszystkich tych dyskusji, to że magnokraft jest bardzo podobny w wyglądzie i własnościach do tajemniczych wehikułów jakie ludzie znają pod nazwą UFO. Aczkolwiek sugestie że UFO są podobne do mojego magnokraftu pochodziły nie odemnie samego, a od czytelników moich publikacji, ciągle zacząłem je badać. W ich wyniku rozpracowałem i potem opublikowałem formalny dowód naukowy jaki stwierdzał że "UFO to już zbudowany przez kogoś magnokraft". Dowód ten po raz pierwszy opublikowany został w artykule [3A4] "Konstrukcja prosto z nieba" z czasopisma Przegląd Techniczny Innowacje, nr 13/1981, strony 21 23. Najnowsza prezentacja tego dowodu zawarta jest w monografii [1/3] z wykazu w rozdziale G. Ów formalny dowód oparty został na bardzo starej i niezawodnej metodologii naukowej nazywanej "metoda dopasowywania atrybutów", jaka często jest używana do identyfikowania nieznanych obiektów, w śledztwie kryminalnym, oraz w rozpoznaniu wojskowym. W jej zastosowaniu dla udowodnienia że UFO to magnokrafty, metoda ta wyróżnia 12 klas atrybutów jakie są unikalne dla magnokraftu (przykładowo jego wygląd zewnętrzny, obecność pędnika głównego i pędników bocznych, używanie sił magnetycznych dla celów napędowych, formowanie latających połączeń, latanie w trzech trybach działania, itp.), a następnie udowadnia na przykładach obiektywnych dowodów fotograficznych, że wszystkie te 12 klas atrybutów są także obecne i udokumentowane u UFO.
#4. Emigracja do Nowej Zelandii i moja pierwsza angielskojęzyczna monografia o magnokrafcie. W grudniu 1981 roku stan wojenny został wprowadzony w komunistycznej Polsce, oraz polowanie na czarownice wobec byłych działaczy Solidarności zostało rozpoczęte. Jako że ja byłem jednym z pierwszych aktywistów Solidarności (w pierwotnym, idealistycznym i spontanicznym jej wydaniu), zaczęło być dla mnie niebezpiecznie i gorąco w Polsce - np. jednego dnia byłem ścigany i niemal zastrzelony przez policję. Z pomocą więc moich przyjaciół, na początku 1982 roku zdołałem wyemigrować do Nowej Zelandii. W Nowej Zelandii, oczywiście, nikt nawet nie słyszał o tablicy cykliczności, magnokrafcie, oraz innych moich odkryciach. Dlatego pierwsze opracowanie naukowe jakie opublikowałem po tym jak osiedliłem się w nowym kraju była monografia [4A4] jaka nosiła następujące dane wydawnicze: Pająk Jan, "Theory of the Magnocraft", January 1984, ISBN 0 9597698 0 3. Szereg egzemplarzy tej monografii do dzisiaj jest dostępny w bibliotekach publicznych Nowej Zelandii. Monografia ta prezentowała angielskojęzycznym czytelnikom wszystko co do czasu jej napisania rozpracowałem w tej nowo wyklarowywującej się dyscyplinie statków kosmicznych z napędem magnetycznym. W czerwcu 1985 roku monografia ta została także opublikowana w USA przez Energy Unlimited (PO Box 35637 Sta. D, Albuquerque, NM 78176, USA), zaś później jej odmiany zostały przetłumaczone na język niemiecki i opublikowane w Niemczech Zachodnich przez Raum & Zeit Verlag (Dammtor 6, D 3007 Gehrden, West Germany), plus osobiście przeze mnie przetłumaczone na język polski i udostępnione czytelnikom z Polski (po opublikowaniu w Nowej Zelandii).
#5. Krytycyzm magnokraftu, i rozwój Konceptu Dipolarnej Grawitacji. Przyjęcie z jakim spotkała się idea magnokraftu w Europie (t.j. początkowo w Polsce, a potem także w Niemczech i w innych krajach ze znajomością języka niemieckiego, takich jak Szwajcaria, Dania, Holandia, itp.), a potem w krajach używających języka angielskiego (t.j. początkowo w Nowej Zelandii, później także USA) wykazywało drastyczne różnice. Moi polscy koledzy naukowcy niemal jednomyślnie zgadzali się, że magnokraft oparty jest na spójnej i fizykalnie poprawnej zasadzie działania i dlatego po zbudowaniu musi być zdolny do lotów. Jedyne zastrzeżenie jakie wnosili dotyczyło poziomu naszej techniki - t.j. że technika ta musi zostać znacznie podniesiona aby wehikuł ten mógł być zbudowany. Bardzo podobne stanowisko zajmowali potem także niemieccy i europejscy badacze. Z drugiej strony, nowozelandzcy i amerykańscy badacze okazali się nieporównanie bardziej hermetyczni dla tej nowej idei. Niemal jednomyślnie krytykowali oni każdy aspekt magnokraftu, twierdząc że zarówno zasada działania jak i poziom techniki czyni ten statek niemożliwy do zbudowania. Doskonały przykład silnego krytycyzmu jaki napotkała idea magnokraftu w owym czasie jest artykuł [5A4] opublikowany w czasopiśmie OMNI (USA) numer 2/1984, Vol. 1 Nr. 6, strona 87. Taki wyłącznie krytyczny ton panował także w nowozelandzkich książkach i publikacjach jakie poruszały temat magnokraftu. Dla przykładu książka [6A4] pióra Peter'a Hassall, "The NZ Files, UFOs in New Zealand" (Opublikowana w 1998 roku przez David'a Bateman Ltd., 30 Tarndale Grove, Albany, Auckland, New Zealand, ISBN 1-86953-3704, 176 stron, pb) poświęca około _ treści strony 98 aby powtórzyć choćby część krzykliwego krytycyzmu jaki moje badania, teorie, i wynalazki (włączając w to magnokraft) napotkały w owym czasie. Między innymi, książka ta publikuje następującą opinię jaka referuje do moich teorii i badań - cytuję ze strony 98 książki [6A4]: "one przynosiły wstyd dla poważnych badań UFO" (w oryginale angielskojęzycznym: "they were an embarrassment to serious UFO study"). Argument jaki najczęściej był powtarzany przez nowozelandzkich i amerykańskich naukowców i badaczy UFO w ich krytycyzmie magnokraftu, to że "antygrawitacja" a nie pole magnetyczne będzie podstawą dla budowy napędów przyszłości. Ja nie mogłem bardziej już się nie zgadzać z tym twierdzeniem nowozelandzkich i amerykańskich naukowców. Wszakże moja "tablica cykliczności" bardzo wyraźnie wskazywała, że pole grawitacyjne nigdy nie może być użyte dla celów napędowych. Niestety, w owym czasie nie posiadałem jeszcze naukowych dowodów jakie zdecydowanie dowiodłyby prawdę tej informacji przekazywanej mi przez "tablicę cykliczności". Dlatego też zainicjowałem intensywne badania nad polem grawitacyjnym, aby znaleźć co niewłaściwego jest z polem antygrawitacyjnym, i dlaczego moje tablice cykliczności dyskwalifikują antygrawitację z możliwości zostania użytą dla celów napędowych. Rozwiązanie przyszło w 1985 roku, kiedy opracowałem swój Koncept Dipolarnej Grawitacji. Koncept ten udowodnił bowiem, że antygrawitacja jest czysto spekulacyjnym wymysłem, jakie wogóle nie istnieje w rzeczywistym wszechświecie. Powodem jest, że antygrawitacja byłaby jedynie wówczas możliwa, gdyby pole grawitacyjne posiadało monopolarny charakter. Jednak mój Koncept Dipolarnej Grawitacji udowodnił bezspornie, co wyjaśniłem krótko w rozdziałach B i D tego traktatu, że pole grawitacyjne ma dipolarny charakter. Z kolei w dipolarnej grawitacji takie coś jak antygrawitacja nie ma prawa istnieć, ponieważ antygrawitacja jest sprzeczna z dipolarnością. Stąd statek antygrawitacyjny nigdy nie ma prawa zostać zbudowany, zaś całe te spekulacje na temat przyszłego użycia antygrawitacji okazują się jedynie niezdrowymi mrzonkami (lub celowym myleniem linii naszego myślenia zamanipulowanym w nas przez kosmicznego pasożyta - patrz podrozdział B2) jaki prowadzi do nikąd i jaki jest przeciwstawny do praw naszego wszechświata. Tak więc cały ten hałaśliwy krytycyzm magnokraftu jaki wywodził się ze spekulacji o antygrawitacji okazał się całkowicie nieuzasadniony.
Najważniejszy wkład nowo-opracowanego Konceptu Dipolarnej Grawitacji do naszego dorobku naukowego, moim zdaniem dotyczy jednak nie wehikułów antygrawitacyjnych, a stwierdzeń religii. Mój nowy Koncept Dipolarnej Grawitacji ujawnił bowiem istnienie równoległego przeciw-świata jaki duplikuje nasz świat fizyczny w odrębnym układzie wymiarów. Ów równoległy przeciw-świat wypełniony jest substancją (przeciw-materią) jaka jest w zdolna do myślenia w swym stanie naturalnym. (Zdolność owej substancji do myślenia w stanie naturalnym jest ujawniana nie tylko teoretycznymi dedukcjami zaprezentowanymi w podrozdziale B4, ale także jest już potwierdzona przez najróżniejsze ustalenia empiryczne, np. rozważ inteligentny sposób na jaki substancja ta odpowiada na zapytania wahadełek radiestezyjnych, na jaki rozwiązuje ona skomplikowane problemy na poziomie ESP, na jaki pozwala zwierzętom ujawniać inteligencję wysokiego poziomu, na jaki dostarcza ona "hardware" które podtrzymuje naszą świadomość nawet jeśli jesteśmy klinicznie umarli, na jaki zezwala aby częsteczki elementarne zachowywały się w sposób inteligentny, itp.) Stąd cały przeciw-świat wypełniony taką myślącą substancją jest odpowiednikiem kolosalnego naturalnego komputera, jaki myśli i zapamiętuje, a stąd jaki formuje rodzaj "wszechświatowego intelektu" który odpowiada idei Boga z religii. Ponieważ ten nowy Koncept Dipolarnej Grawitacji ukazał naukowo i udowodnił istnienie owego wszechświatowego intelektu (Boga), a także ponieważ wyjaśnił on naturę, cechy, oraz zachowanie owego intelektu, stąd jak dotychczas jest on jedyną spójną teorią naukową jaka obiektywnie udowadnia że to co religie twierdzą na temat istnienia Boga faktycznie jest prawdą.
Rozwój Konceptu Dipolarnej Grawitacji wywarł ogromnie silny wpływ na wszystkie aspekty moich badań. Powodem jest, że dostarczył on także fundamentów teoretycznych dla odkrycia praw moralnych jakie opisywane są w podrozdziale B4, a także odkrycia podobnego do komputera naturalnego mechanizmu (t.j. przeciw-materialnego "hardware" jaki utrzymuje "wszechświatowy intelekt") który z żelazną ręką egzekwuje od wszystkich podporządkowanie się tym prawom moralnym. Jako taki, ów koncept prowadził do sformułowania filozofii totalizmu, do zidentyfikowania różnic pomiędzy totalizmem i pasożytnictwem, itp. Ponadto, wyjaśnił on co to takiego telekineza, telepatia, i czas, wskazując w ten sposób jak działać będą statki telekinetyczne i wehikuły czasu, jak zbudować urządzenia telepatyczne, itp. - patrz rozdział D jaki ukazuje niektóre z produktów tego nowego konceptu. Na dodatek do tego, Koncept Dipolarej Grawitacji wyjaśnił takie poprzednio niezrozumiałe zjawiska jak "karma", "nirwana", i wiele więcej.
#6. Totalizm. Naukowy Koncept Dipolarej Grawitacji ujawnił najróżniejsze fakty jakie poprzednio pozostawały nieodnotowalne dla instytucjonalnej nauki. M.in. obejmowały one potwierdzenie istnienia wszechświatowego intelektu (Boga) który zaprojektował prawa jakie rządzą naszym wszechświatem, uświadomienie istnienia praw moralnych opisywanych w podrozdziale B4 oraz faktu że owe prawa moralne egzekwowane są na każdym z iście żelazną konsekwencją - t.j. bez żadnego wybaczania czy litości jakie dla przyczyn politycznych oferowane były przez dotychczasowe religie. Z tego powodu pojawiła się potrzeba uformowania nowej filozofii jaka wyjaśniłaby ludziom jak stosować w życiu te ciężko-uderzające każdego prawa moralne. W ten sposób narodziła się filozofia totalizmu. (Podstawowe zasady totalizmu opisane są w skrócie w podrozdziale B5, podczas gdy pełne wydanie najnowszej prezentacji totalizmu zawarte jest w rozdziale I monografii [1/3]). Pierwsze sformułowanie totalizmu miało miejsce już w 1985 roku, jednak początkowo stanowiło ono fragment samego Konceptu Dipolarnej Grawitacji i zaprezentowane jako przykład jak przeżywać nasze życie zgodnie z prawami moralnymi i innymi odkryciami wynikającymi z tego konceptu. W 1987 roku totalizm został oddzielony od Konceptu Dipolarnej Grawitacji, oraz utwierdzony jako nowy system filozoficzny który zawiera wykaz prostych w użyciu rekomendacji co do sposobu przestrzegania zaleceń tego konceptu w naszym życiu codziennym. Jednocześnie sam Koncept Dipolarnej Grawitacji odseparowany został jako dyscyplina "czysta" (a "pure" science), podobna do naszej dotychczasowej fizyki. To oznacza, że od 1987 roku Koncept Dipolarnej Grawitacji został zdefiniowany jako rodzaj wehikułu, porównywalnego do samochodu, podczas gdy filozofia totalizmu zdefiniowana została jako rodzaj lekcji jazdy która pokazuje jak poprowadzić ten wehikuł aby bezpiecznie nim jeździć po drogach naszego życia.) To właśnie w owym czasie totalizm skrystalizował swoje stanowisko jako całkowicie świecka filozofia, aczkolwiek jest to filozofia jaka wyraźnie uznaje i potwierdza istnienie wszechświatowego intelektu (Boga). Powodem było, że zgodnie z totalizmem wszystkie problemy jakie religie poformowały na Ziemi, są rezultatem wymuszania na ludziach religijnego stylu życia i oddalania się od świeckiego życia. Taki religijny styl życia wymaga od ludzi wykonywania najróżniejszych manifestacyjnych, spektakularnych, teatralnych, i zorientowanych ku publiczności pokazów podporządkowania się Bogu danej religii, takich jak gesty religijne, ceremonie religijne, festiwale religijne, itp. Z kolei aby wyegzekwować od ludzi wszystkie te pokazy, najróżniejsze instytucje religijne zostały powprowadzane. Z kolei owe instytucje religijne mogą przetrwać jedynie jeśli zdobywają one władzę polityczną. Na nieszczęście, ich droga do tej władzy wiedzie poprzez zniekształcanie praw moralnych i nawprowadzanie wielu praw religijnych jakie czasami są całkowicie przeciwstawne do praw moralnych. Wykazując to wszystko, totalizm także ujawnia że manifestacyjne praktyki religijne wprowadzone zostały przez ludzi, a nie przez wszechświatowy intelekt (Boga), oraz że nasza nauka nie jest w stanie odkryć praw wszechświata jakie nakazywałyby nam dokonywanie którychkolwiek z nich. Jako takie, owe manifestacje nie są wcale konieczne aby udowodnić nasze podporządkowanie wszechświatowemu intelektowi, a jedynie mają uzasadnienie w udowadnianiu naszego podporządkowania danej instytucji religijnej. Z drugiej strony, przestrzeganie praw moralnych okazuje się absolutnie konieczne, ponieważ istnienie i działanie tych praw może zostać udowodnione w naukowy sposób. Stąd z punktu widzenia totalizmu, jedyna wymagana forma manifestacji czyjegoś podporządkowania wszechświatowemu intelektowi (Bogu) polega na przestrzeganiu praw moralnych. Praktykowanie więc tatalizmu polega na uprawianiu całkowicie świeckiego życia, jakie koncentruje się na życiu, działaniu, i na wypełniaiu praw moralnych, nie zaś na manifestacyjnym uczestniczeniu w ceremoniach religijnych (t.j. totalizm stawia treść ponad formą). Oczywiście, totalizm zezwala również na realizowanie wszelkich innych form religijnego zachowania, jeśli ktoś życzy sobie je uprawiać, aczkolwiek nie zachęca do nich, podkreśla że mają one jedynie znaczenie jako forma rozrywki lub wyraz tradycji, oraz ostrzega że promują one instytucje religijne jakie starają się zdobyć władzę polityczną i dlatego mogą być zainteresowane w wytłumieniu lub wypaczaniu prawdziwych praw moralnych. W zastępstwie manifestacyjnych praktyk religijnych, totalizm rekomenduje wypracowanie sobie intymnej formy obcowania z wszechświatowym intelektem, w jakiej wszelkie komunikowanie się z tym intelektem prowadzone są po cichu na poziomie myślowym i stąd pozostają nieodnotowalne dla postronnych ludzi nie zakłócając ich aktualnych działań.
Największy postęp w rozpracowywaniu totalizmu miał miejsce w 1996 roku, kiedy odkryta została energia moralna "zwow" (od "zasób wolnej woli"), a stąd kiedy totalizm objął sobą także te interpretacje praw moralnych jakie wynikają z działania energii moralnej i pola moralnego (np. między innymi, objął także zalecenia wyjaśniające jak osiągnąć stan nirwany). Monografie [3], potem zaś [3/2], [1/2] i [1/3], jakie począwszy od 1996 roku upowszechniały totalizm w Polsce, przyciągnęły licznych zwolenników, zaś do teraz filozofia ta zdołała się już zadomowić wśród intelektualnej awangardy naszego kraju.
Kolejnym ogromnie istotnym wydarzeniem w tej nowej filozofii była totalistyczna nirwana jaka oszołomiła mnie niezwykłymi doznaniami około świąt Bożego Narodzenia 1997 roku, i trwała potem niemal bez przerwy przez następne dziewięć miesięcy (t.j. trwała do czasu mojego odlotu z sielankowego Borneo i powrotu do twardej rzeczywistości Nowej Zelandii). Ów nieopisywany stan nirwany osiągnąłem w rezultacie prowadzenia swego życia zgodnie z wskazaniami filozofii totalizmu. Jej zaistnienie potwierdza więc zarówno fakt że totalistyczne życie w zgodzie z prawami moralnymi prowadzi do osiągnięcia nirwany, jak również i fakt że energia moralna zwow istanieje, zaś poruszanie się zawsze w kierunku pod górę pola moralnego powoduje gromadzenie się w nas tej energii (patrz opisy z podrozdziału B4). Więcej danych o swojej totalistycznej nirwanie i obserwacjach na temat jej osiągania zawarłem w jej opisach z podrozdziału I5 monografii [1/3].
#7. Obrona magnokraftu poprzez identyfikowanie i dokumentowanie pokrewnych magnokraftowi zagadek. Moje teorie bazujące na magnokrafcie sugerowały, że jeśli UFO są identyczne do magnokraftu, wówczas te pozaziemskie wehikuły muszą pozostawiać na Ziemi najróżniejsze ślady materialne swojego działania. Stąd też decydowałem że powinienem wykorzystać owe ślady pozostawiane na Ziemi aby dodatkowo udowodnić, że idea magnokraftu jest poprawna, ponieważ ktoś już wcześniej zbudował ten statek i od dawna używa go na Ziemi, tyle tylko że owe już działające wersje magnokraftu nazywane są UFO. W owym czasie Teoria Magnokraftu wskazywała, że jedynie w Nowej Zelandii powinny być obecne następujące ślady działalności UFO na Ziemi: (1) pierścienie magnetycznie wypalonej gleby jakie muszą pojawiać się we wszystkich miejscach gdzie UFO wylądowały przez dłuższy okres czasu - patrz rysunek A3, (2) specjalny rodzaj magnetycznego i telekinetycznego zniszczenia jakie musi wystąpić we wszystkich miejscach gdzie wehikuły UFO eksplodowały - patrz rysunek A4, oraz (4) tunele podziemne jakie muszą zostać odparowane kiedy wehikuły UFO przelatują poprzez twarde skały - patrz rysunek A5. Teoria Magnokraftu wskazywała także gdzie powinienem poszukiwać tych poprzednio nieznanych trwałych śladów działalności UFO na Ziemi, oraz jakimi atrybutami ślady te powinny się cechować. W taki oto sposób zacząłem w Nowej Zelandii poszukiwania materialnych śladów działalności UFO na Ziemi. Ku swojemu zaskoczeniu, stopniowo znalazłem przykłady wszystkich trzech z nich. Najbardziej spektakularny przykład śladów materialnych pozostawionych przez UFO jaki zdołałem znaleźć, był ogromny krater, o średnicy niemal jednego kilometra, jaki istnieje niedaleko od małego miasteczka Tapanui w Zachodnim Otago - patrz rysunek A4. Starannie przebadałem materiał dowodowy istniejący wokół tego krateru, i wykazałem bezspornie że wehikuły UFO eksplodowały w tym miejscu. Dla przykładu znalazłem namagnesowane odłamki jakie zawierały kryształki czystego aluminium - t.j. metalu jaki w stanie czystym nie wytępuje w naturze. Po tym jak bezsporny dowód wyłonił się z moich badań że cygaro-kształtny stos około siedmiu wehikułów UFO typu K6 eksplodował koło Tapanui, napisałem monografię naukową [5e] jaka otwarcie prezentowała wnioski z moich badań.
#8. Napotkanie wielu raportów o wywodzących się z UFO zagadkach Nowej Zelandii. Poszukiwanie nowozelandzkich zagadek postawiło mnie w uprzywilejowanej pozycji usłyszenia o najróżniejszych rodzajach dziwnych zjawisk i obiektów jakie czynią z Nowej Zelandii jeden z najbardziej intrygujących krajów świata, jednak jakie są oficjalnie wytłumiane lub ignorowane przez naukowców tego kraju, chociaż powinny być intensywnie badane. W zależności od tego jak wyjaśniam powody owych zagadek, poniżej podzieliłem je na następujące podstawowe kategorie:
(8a) Zagadki wywodzące się z dzisiejszej działalności UFO. Te należą do najbardziej powszechnej kategorii zagadek, jako że działalność UFO w Nowej Zelandii okazuje się niezwykle intensywna (osobiście wierzę że "Nowa Zelandia jest eksperymentalnym krajem dla UFO" - t.j. kiedykolwiek UFOnauci zamierzają dokonać na Ziemi jakiegoś globalnego posunięcia, najpierw w małej skali wypróbowują je na Nowej Zelandii). Dla przykładu odkryłem, zbadałem, i udokumentowałem całe pastwiska dosłownie pokryte setkami powypalanych magnetycznie, okrągłych lądowisk UFO (UFOnauci musieli zabierać na pokład swych wehikułów i starannie przebadać każdą pojedynczą owcę jaka pasła się na tych pastwiskach - patrz rysunek A3). Pechowo jednak, jacyś kolaboranci UFO zdołali przekonać Nowozelandczyków, że wszystkie te lądowiska to naturalne "pierścienie grzybowe", na przekór że nawet bardzo proste naukowe eksperymenty udowadniają że zostały one wypalone technicznie (np. jeśli ktoś pooznacza je drewnianymi kołkami, wówczas wcale nie zmieniają one swojej średnicy z upływem lat, jeśli ktoś wykopie ich przekrój poprzeczny wówczas zarażona grzybnią jest tylko gleba jaka wysterylizowana została z pasożytujących na grzybni mikroorganizmów na drodze poddania jej gotującemu efektowi obwodów magnetycznych UFO, jeśli ktoś pomierzy oporność elektryczną wypalonej gleby, wówczas okazuje się że jest ona kilkakrotnie wyższa niż okolicznej gleby, podczas gdy zostało to udowodnione że porost grzybów zmniejsza oporność elektryczną gleby, itp., itd.). Inne przykłady zagadek wywodzących się z UFO o jakich wówczas także usłyszałem włączają raporty o gładkich, szklistych tunelach podziemnych odparowanych przez UFO (patrz rysunek A5), o ogromnej liczbie uprowadzeń na pokład UFO, o niezliczonych obserwacjach wzrokowych UFO, o dziwnych istotach wyłaniających się z UFO - włączając w to słynne Maroero (t.j. nowozelandzką wersję Yeti), o podziemnych miastach "ludzi z mgły" jakie mają jakoby istnieć pod nowozelandzką prowincją Fiordland, o istnieniu ogromnego niewidzialnego "kryształu" jaki zlokalizowany ma być w miejscu przez Maorysów nazywanym "Te Miringa Te KaKara" jaki może być odczuty przez zmysły, jednak jakiego nie daje się zobaczyć oczami (t.j. jaki najprawdopodobniej reprezentuje urządzenie napędowe nazywane "komorą oscylacyjną" jakie pochodzi z UFO drugiej generacji), o opisach "płaczących gór" (spotkałem nawet respektowanych światków którzy słyszeli te płacze), i wiele więcej.
(8b) Zagadki wywodzące się z megalitycznej cywilizacji jaka przed ostatnią epoką lodową kwitnęła na obszarze obecnej Nowej Zelandii (t.j. jaka około 32 000 lat temu istniała w obrębie obecnej Nowej Zelandii - jak opisane to zostało w podrozdziale B2), i jaka osiedlona została na Ziemi przez tego samego pasożyta kosmicznego który obecnie eksploatuje ludzkość. Do tej kategorii należą takie obiekty i zjawiska istniejące w Nowej Zelandii o jakich dotychczas zdołałem usłyszeć jak: ludzkie stopy odciśnięte w skałach (podobne do odcisku pokazanego na rysunku B1), kamienne piramidy z Coromandel Peninsula podobne do tych z Egiptu, kamienne ściany podobne do tych z Peru (np. ściana kamienna z lasów Kaimanawa), ogromna ludzka figura wyrzeźbiona w całej górze (nazywana "Spiącym olbrzymem" - "Sleeping Giant"), i wiele więcej.
(8c) Zagadki Nowej Zelandii jakie wywodzą się z okultyzmu i świata duchów. Te obejmują: ogromny kamień jaki lubuje się z ofiarach, zmienia swój kształt, oraz wędruje z powrotem na swoje oryginalne miejsce jeśli zostaje przesunięty, całe zatrzęsienie opowiadań o duchach, kamień nagrobkowy jaki spływał krwią, jarzące się szatańskie stworzenie popularnie nazywane "Watchman", białe jarzące się kule zabawnych, "inteligentnych" świateł wielkości kul ping-pongowych jakie nocami widywane są w różnych obszarach Nowej Zelandii, itp.
(8d) Naturalne zagadki jakie wynikają z niezwykłej historii Nowej Zelandii, oraz z unikalnych warunków geograficznych tego kraju. Zgodnie z historią zaprezentowaną w podrozdziale B2, jedynie podczas ostatnich 40 000 lat (t.j. od czasu gdy ludzkość zaludniła Ziemię) Nowa Zelandia doświadczyła trzy zasadnicze zmiany kształtu, położenia geograficznego, kontynentu, oraz klimatu (mianowicie niecałe 30 000 lat temu - kiedy drugi księżyc zrzucony został na Ziemię, około 13 500 lat temu - kiedy rozpętała się wojna kosmiczna, oraz w 1178 roku - kiedy UFO eksplodowało koło Tapanui). Te częste zmiany pozostawiły po sobie liczne zagadki. Najważniejsze z nich obejmują: najwyższy szczyt Mount Cook uformowany z lodu i odłamków skalnych co dowodzi iż Nowa Zelandia relatywnie niedawno wyłoniła się spod lodów, bardzo cienka warstewka czarnej gleby jaka dowodzi że obecna powierzchnia Nowej Zelandii jest bardzo młoda, pozaokrąglane, aerodynamiczne krawędzie gór jakie dowodzą że niedawno cała Nowa Zelandia była pokryta grubą płytą pełzającego lodowca, "zacementowana" warstewka górnej gleby w Canterbury Plains jaka dowodzi ogromnego ciśnienia które gruba płyta lodowca wywierała niedawno temu na tą glebę, kształt małych pagórków jaki symuluje pozostałości nieczystości niesionych przez płytę lodowca i osiadłych w miejscach gdzie lodowiec uległ stopieniu, flora i fauna podobna do tej istniejącej w Patagonii jaka dowodzi że na jakimś etapie Nowa Zelandia połączona była z Ameryką Południową, aczkolwiek nigdy nie była połączona z Australią, i wiele więcej.
(8e) Naturalne zagadki jakie wynikają z eksplozji UFO koło Tapanui w 1178 roku - patrz rysunek A4. Istnieje ogromna liczba tych, włączając: wymarcie ptaków Moa, brak lasów w centralnej części Wyspy Południowej, gwałtowna zmiana klimatu Nowej Zelandii po 1178 roku, mutowanie ludzkich gigantów i gigantycznych stworzeń, istnienie niemal każdej rodzimej istoty Nowej Zelandii w dwóch wersjach - gigantycznej i normalnej wilkości, niemal całkowity brak piorunów z chmur do ziemi (pioruny są w Nowej Zelandii zjawiskiem tak rzadkim, że kiedy dnia 12 sierpnia 2000 jeden piorun uderzył drzewo w Auckland, spowodowane przez niego zniszczenie aż pokazywano wieczorem na cały kraj w głównym dzienniku telewizyjnym) połączone z istnieniem niezwykłych "wyładowań kurtynowych", "naturalne radio" (t.j. obszary gdzie fale radiowe wokalizują się w naturalny sposób), niższa zdolność gołębi nowozelandzkich do powrotu do swoich gniazd, i wiele więcej.
(8f) Zagadki Nowej Zelandii jakie powodowane są przez "zafalowania czasu" które ciągle mają miejsce w tym kraju. Te należą do kategorii zagadek jaka wymaga długiej teorii aby zostać wyjaśniona co do swego mechanizmu i pochodzenia. Teoria ta opisana została w monografii [1/3]. Aby podsumować ją tutaj w skrócie, w 1178 roku wehikuły czasu (t.j. UFO trzeciej generacji) eksplodowały koło Tapanui w Nowej Zelandii. Owa eksplozja wehikułów czasu spowodowała cały szereg niezwykłych zjawisk, włączając w to zniszczenie genetycznego mechanizmu jaki definiuje wzrost istot które wówczas zamieszkiwały Nową Zelandię (owo zniszczenie z kolei wyniknęło w mutowaniu nowozelandzkich gigantów ludzkich jakie opisane zostały w podrozdziale B1.1). Jednym ze zjawisk jakie wywodziły się z tej eksplozji było zakłócenie kontinuum czasowego. Gdyby ktoś porównał czas do powierzchni jeziora, owo zakłócenie może być upodabniane do fal jakie rozprzestrzeniłyby się na powierzchni tego jeziora gdyby ktoś eksplodował w nim bombę. Takie fale są zdolne do wyniesienia w górę, a potem ponownego zabrania w dół, dowolnego obiektu jaki pływa po powierzchni tego jeziora. Stąd wynikiem owego "zafalowania czasu" jest że w Nowej Zelandii ciągle do dzisiaj pojawiają się "oscylacje przestrzeni czasowej", t.j. pojawiają się raptowne fale czasu, jakie wynoszą do naszych czasów najróżniejsze zwierzęta i obiekty z innych wieków, zaś normalnie po kilku godzinach pobytu w naszych czasach zwierzęta te i obiekty zabierane są z powrotem do swoich czasów (aczkolwiek niektóre zwierzęta, takie jak Nowo Zelandzka tuatara, mogą być pozostawione na stałe w naszych czasach). Wynik końcowy owych zaburzeń czasu jest, że niekiedy w Nowej Zelandii ludzie mogą zobaczyć coś co nie przynależy już do naszych czasów (t.j. co obecnie już nie istnieje), dla przykładu ptaki Moa, dinosaury, itp. Następnie owe coś znika i nie może już ponownie zostać znalezione. Przykłady zagadek nowozelandzkich jakie powodowane są takim falowaniem przestrzeni czasowej, obejmują: błądzące linie wysokiego napięcia jakie zmieniają swój przebieg, liczne obserwacje elementów krajobrazu jakie później zniknęły, zmiany w wyglądzie znanych szczegółów krajobrazu, zmiany w wyglądzie znanych elementów architektonicznych (np. charakterystyczna wieża przy "Boys High" w Oamaru, ma zwyczaj zmieniania swojej wysokości, kształtu, oraz zlokalizowania w odniesieniu do innych budynków), spotkania z legendarnymi Tauiwhas - a nawet przypadki zostania zjedzonym przez te stwory ("Tauiwha" typowo jest nazwą maoryską przyporządkowaną do rodzaju dinozaura jaki obecnie jest już dawno wymarły, a jaki w przybliżeniu wygląda jak olbrzymi krokodyl - miliony lat temu zwykł on mieszkać na obszarze obecnej Nowej Zelandii; należy jednak zwrócić uwagę, że Maorysi przyporządkowują tą nazwę także do każdej innej ogromnej rzeczy jaka pozostaje im nieznana, włączając w to m.in wehikuły UFO), obserwacje żyjących ptaków Moa, ślady fizyczne jakie pozostawiane są przez stworzenia które już obecnie nie istnieją - np. takie jak ptaki Moa, i wiele innych. Dla przykładu, zafalowanie czasu najprawdopodobniej było przyczyną pojawienia się następującej wiadomości [7A4] w nowozelandzkiej gazecie "The Southland Times", wydanie z dnia 5 marca 1875 roku, strona 3, cytuję: "Christchurch, 4 marca. Oświadczenie pojawiło się w Globe od godnego zaufania korespondenta, którego jednakże Globe nie ujawnił, że ślady moa zostały odkryte w lasach Oxford Bush, czterdzieści mil od Christchurch, dnia 2 marca. Trzy osoby podobno widziały te ślady, każdy mierzący sześć cali, z odstępem pomiędzy każdym śladem pomiędzy siedmiu a dziewięciu stóp. Ślady te były sprawdzane na dystansie pół mili" (W oryginale angielskojęzycznym: "Christchurch, March 4. A statement appears in the Globe from a trustworthy correspondent, whom however the Globe does not vouch for, that moas tracks had been discovered at Oxford Bush, forty miles from Christchurch, on the 2nd March. Three people are alleged to have seen footprints, each measuring six inches, the distance between each footprint being from seven to nine feet. The tracks were followed for half-a-mile.") Powinienem dodać, że jeden z moich znajomych w 1987 roku sfotografował świeży szlak z wyraźnymi odciskami stóp, wykonany przez gigantycznego ptaka Moa.
Jedną zagadką jaką w owym czasie napotykałem relatywnie często, były raporty o ogromnych szkieletach ludzkich. Zgodnie z tymi raportami, liczne szkielety ludzkich gigantów odkrywane były w różnych częściach Nowej Zelandii, jednak zawsze znikały wkrótce po zostaniu odkrytymi. Pomiędzy latami 1983 i 1992 słyszałem prawdopodobnie około dziesięciu takich raportów. Jednak nie podążałem ich śladem bowiem zajęty byłem innymi badaniami, a także ponieważ w Nowej Zelandii uparcie powtarzana jest opinia, że wszystkie owe opowiadania o gigantycznych szkieletach ludzkich faktycznie wywodzą się ze znalezisk ogromnych kości ptaka Moa, jakie przez "niedouczonych" znalazców niepoprawnie brane są za kości ludzkie. Dopiero relatywnie niedawno dowiedziałem się że owe gigantyczne szkielety zwykle posiadały także ogromne ludzkie czaszki, podczas gdy ptaki Moa nie mają ludzko-wyglądających czaszek. Niefortunnie, ponieważ nie spisywałem sobie owych raportów, do 1999 roku zapomniałem szczegóły większości z nich, a także zapomniałem kto mi je opowiadał. Dlatego, kiedy w 1999 roku zacząłem badać dowody materialne na obecność ludzkich gigantów w Nowej Zelandii (patrz podrozdział B1.1), wszystkie poszukiwania zmuszony byłem powtarzać od samego początku.
Po tym jak w 1999 roku rozpocząłem szczegółowe badania dowodów materialnych na istnienie ludzkich gigantów w Nowej Zelandii, zaczęła się wyłaniać dosyć zastanawiająca regularność. Regularność ta ujawniła, że nowozelandzkie giganty żyły sobie szczęśliwie niemal do czasu przybycia europejskich osadników, potem raptownie wymarły (patrz podrozdział B1.1). Podobny los spotkał gigantów Patagońskich jakie żyły tam niemal do przybycia pierwszych europejskich osadników do Patagonii, a następnie nagle wymarły (patrz monografia [1/3]). Jako że trudno posądzać siły natury iż działają one w taki wybiorczy sposób, owo nagłe wymieranie sugeruje istnienie jakiegoś "niewidzialnego okupanta" jakiemu nie jest na rękę, aby Europejczycy żyliby razem z ludzkimi gigantami; wszakże rozpoczęliby wówczas badanie skąd giganty te się wzięły, zaś w rezultacie mogliby dojść do niepożądanych wniosków. Dlatego ten niewidzialny okupant zwyczajnie "dopomógł" ludzkim gigantom aby nagle wymarły w krytycznym okresie.
#9. Moje usunięcie z Uniwersytetu Otago, oraz przełomowe odkrycie jakie to usunięcie zainspirowało. W czasie kiedy opublikowałem swoją monografię [5e] jaka raportowała o odkryciu miejsca gdzie stos około siedmiu wehikułów UFO eksplodował koło Tapanui, zajmowałem stanowisko starszego wykładowcy na Uniwersytecie Otago. Odpowiedź środowiska naukowego na tą monografię całkowicie mnie zaszokowała. Zamiast mnie wynagrodzić, jak to powinno mieć miejsce w każdym przypadku dokonania istotnego odkrycia - bez względu na to jaki by nie był jego przedmiot, stałem się obiektem zajadłych ataków i nacisku administracyjnego, które starały się mi wyperswadować abym zaprzeczył swojemu odkryciu i wycofał je pod wymówką że było ono żartem albo pomyłką. Prywatnie zostałem poinformowany, że poprzez dokonanie badań na temat UFO przyniosłem hańbę owemu uniwersytetowi. Po tym jak odmówiłem zaprzeczenia swoim badaniom, otrzymałem "ofertę nie do odrzucenia". Zawierała ona ultimatum, że albo cicho zrezygnuję ze swojej pozycji na tym uniwersytecie, albo też zostanę z niego wyrzucony z głośnym trzaskiem. Oczywiście ja wybrałem cichą rezygnację, zaś od tego momentu w mojej karierze zaniechałem dalszych otwartych badań UFO i przeszedłem do "badań konspiracyjnych".
Oczywiście, drugie prawo moralne opisane w podrozdziale B4 powoduje że każdy niefortunny zwrot wydarzeń przynosi sobą także i pożądane wyniki (ta konsekwencja dyskutowanego prawa moralnego wyrażana jest w popularnym powiedzeniu, że "nie ma takiego złego co by na dobre nie wyszło"). Stąd fakt otrzymania bardzo surowej kary za wykonanie badań które były moim obowiązkiem jako naukowca, i które były ogromnie potrzebne bowiem Nowa Zelandia przelewała się najróżniejszymi zagadkami podczas gdy lokalni naukowcy odmawiali ich przebadania, także przyniósł pozytywne wyniki. Zmusił mnie on bowiem do zadania sobie pytania "dlaczego wszelkie badania dotyczące UFO muszą być prowadzone w konspiracji". Badania te przecież nikogo nie krzywdzą, a ponadto biorąc pod uwagę kontrowersję jaka je otacza, są one ogromnie potrzebne naszej cywilizacji. Z czasów kiedy byłem aktywistą oryginalnej Solidarności, pamiętałem podstawową zasadę, że "kiedykolwiek zachodzi konieczność uciekania się do konspiracji, zawsze istnieć musi jakiś rodzaj okupanta który prześladuje owych ludzi zmuszonych do uciekania się do konspiracji". Stąd moim następnym pytaniem było: "kto jest owym niewidzialnym okupantem jaki prześladuje wszystkich którzy dokonują rzeczowych badań UFO". Jak to jest doskonale wiadome naukowcom, sukces badań naukowych głównie polega na zadawaniu właściwych pytań i potem znajdowaniu dla nich poprawnych odpowiedzi. W moim przypadku owo zapytanie "kto jest owym niewidzialnym okupantem" okazało się tym właściwym zapytaniem które dostarczyło mi lawinowej odpowiedzi. Tak się stało, ponieważ poprawna odpowiedź na to pytanie brzmiała "owym niewidzialnym okupantem jaki prześladuje badania UFO, są sami UFOnauci którzy wcale nie chcą aby ludzie dowiedzieli się o ich działaniach na Ziemi, i dlatego którzy za pośrednictwem swoich ludzkich kolaborantów niszczą każdego kto bada ich zbyt dociekliwie". Tak samo jak owa odpowiedź szokuje, doskonale ona pasuje do wszelkich zapytań dotyczących UFO. Wyjaśnia ona bowiem dlaczego istnieje tak wiele przeciwieństw w naszym odbiorze zjawiska UFO, dlaczego ludzie reagują histerycznie na każdą wzmiankę słowa UFO, dlaczego istnieje cała ta oficjalna wrogość w odniesieniu do badań UFO, dlaczego każdy kto rzeczowo bada UFO zawsze dotknięty zostaje najróżniejszymi problemami i karami, dlaczego poprawne i racjonalne teorie i wyjaśnienia dotyczące UFO są zawsze krytykowane, podczas gdy najróżniejsze zwariowane teorie są rozmnażane w nieskończoność i upowszechniane bez najmniejszego oporu ani krytycyzmu, dlaczego wszelki materiał dowodowy jaki mógłby ujawnić okupację Ziemi przez UFO zawsze znika zanim ktokolwiek ma czas aby je dokładnie przebadać, itp.
#10. Profesura na Cyprze i w Malezji, oraz moje monografie o okupacji Ziemi przez UFO. Po tym jak straciłem swoją pracę na Uniwersytecie Otago, nie miałem innego wyjścia jak opuścić Nową Zelandię aby gdzie indziej zarabiać na swój chleb. Początkowo zostałem zatrudniony jako Associate Professor (t.j. odpowiednik naszego profesora nadzwyczajnego) w naukach komputerowych na Eastern Mediterranean University na Cyprze, potem zaś jako Associate Professor w inżynierii mechanicznej na University Malaya w Malezji. Te dwie profesury dla wielu powodów okazały się bardzo ważne dla niniejszego traktatu. Wzmocniły one bowiem brutalnie zadeptane przez Uniwersytet Otago moje samo-zaufanie jako naukowca (wszakże niewielu naukowców osiąga w życiu poziom profesorski w jakiejkolwiek dyscyplinie, zaś ja zdołałem go osiągnąć aż w dwóch odmiennych dyscyplinach, mianowicie w naukach komputerowych, oraz w inżynierii mechanicznej), pozwoliły mi one zwiększyć swoją wiedzę na temat praw moralnych opisywanych w podrozdziale B4, dostarczyły mi wielu okazji dla zdobywania i weryfikowania najróżniejszego materiału dowodowego na okupację Ziemi przez UFO, a ponadto stworzyły mi możliwości abym opublikował naukowe rozprawy jakie demaskowaly i rozgłaszały po świecie moje ostatnie odkrycie z Nowej Zelandii że Ziemia obecnie znajduje się pod niewidzialną okupacją UFOnautów. Najważniejszą z moich dotychczasowych monografii jakie demaskują okupację i eksploatację Ziemi przez UFO jest ta oznaczona numerem [1/3] na wykazie z rozdziału G. Jak narazie jest to najbardziej rzeczowy i najlepiej podbudowany dowodami opis okupacji naszej planety przez siły kosmitów.
#11. Wypracowanie metody identyfikowania osób systematycznie uprowadzanych do UFO. Tuż przed tym kiedy opuściłem Nową Zelandię i poleciałem na Cypr, prowadziłem badanie szeregu Nowozelandczyków którzy poddawani byli bardzo systematycznym uprowadzeniom na pokład UFO (kosmici zwykli ich uprowadzać co każde trzy miesiące). Jeden z nich, który dokładnie wiedział że dla UFOnautów był dawcą spermy, skarżył mi się że na pokładzie UFO dokonano na nim bardzo bolesnego wiercenia w prawej nodze, oraz że niewielka blizna pozostawała do dziś po owym wierceniu. Mnie bardzo zainteresowały powody owego wiercenia, zaś w efekcie tego zainteresowania zdołałem odkryć, że wszystkie osoby systematycznie uprowadzane przez UFO jakie wówczs badałem, faktycznie posiadają ową niewielką bliznę na nodze. Dla wszystkich z nich, blizna była zlokalizowana około 27.5 cm od podłogi (z dokładnością ą3 cm) - patrz dalsze jej opisy z podrozdziału B2, tyle tylko że kobiety przeważnie posiadały tą bliznę na lewej stronie swojej lewej nogi, podczas gdy mężczyźni przeważnie posiadali ją na prawej stronie swojej prawej nogi (aczkolwiek odnotowałem także kilka pomyłek UFO, kiedy to wiercenie dokonane zostało na odwrót). Po moim odlocie na Cypr, a potem do Malezji, zdecydowałem się przeprowadzić odwrotny eksperyment. Mianowicie poszukiwałem osób które mają ów znak, a potem sprawdzałem czy osoby te faktycznie uprowadzane są powtarzalnie na pokład UFO. Okazało się że działa to w obu kierunkach - wszystkie osoby z owym znakiem okazywały się uprowadzanymi na pokład UFO systematycznie co trzeci miesiąc (w celu pobrania od nich spermy lub owule). To udowodniło, że owa blizna jest rodzajem unikalnego znaku rozpoznawczego, jaki pozwala na bardzo szybkie identyfikowanie osób powtarzalnie uprowadzanych na pokład UFO. Stąd, kiedy przeniosłem się do Malezji, w głębokiej konspiracji skompletowałem dosyć długi projekt badawczy, jaki miał na celu ustalenie jaki procent populacji ludzkiej nosi ten szczególny znak. Gorący klimat Malezji był bardzo sprzyjający przeprowadzeniu tego rodzaju sekretnych badań. Moje wyniki zaszokowały mnie kompletnie, ponieważ wskazywały że około 33% populacji nosi ten znamienny znak. To zaś oznacza, że zgodnie z moimi ustaleniami co trzecia osoba na Ziemi jest systematycznie uprowadzana na pokład UFO w odstępach trzymiesięcznych - nie mogłem przyjść do porządku nad "kosmiczną" wprost skalą naszej eksploatacji przez UFOnautów. Ponieważ zacząłem wątpić w poprawność swoich własnych badań dokonywanych w konspiracji, zdecydowałem się poprosić moich znajomych z Polski o pomoc aby sprawdzili moje wyniki. Jeden z moich znajomych posiadał wpływ na znaczną liczbę lekarzy medycyny zatrudnionych w publicznych ośrodkach zdrowia. Zwrócił się więc do swoich lekarzy aby sprawdzili moje wyniki poprzez poszukanie omawianego znaku na każdej osobie przybywającej do ich ośrodków. W ten sposób statystyczna próbka ponad 1000 osób została dokładnie przebadana. Ja zaś otrzymałem bardzo szczegółowe wyniki z podziałem na płeć, wiek, itp. Okazało się że około 30% mężczyzn i 36% kobiet nosi ów znak (t.j. średnio około 33% populacji ludzkiej), oraz że w większości przypadków znak ten pojawia się pomiędzy wiekiem 9 i 19 lat. W ten sposób owa polska weryfikacja potwierdziła moje ustalenia. Ja zaś otrzymałem bezdyskusyjny dowód jaki może zostać sprawdzony praktycznie przez każdego, a jaki udowadnia że co trzeci mieszkaniec Ziemi jest poddawany bardzo systematycznym uprowadzeniom do UFO które powtarzane są co trzy miesiące i które mają na celu wydojenie go z materiału reprodukcyjnego - t.j. spermy lub owule. W ten sposób moje dedukcyjne odkrycie z Uniwersytetu Otago, że nasza planeta jest okupowana i eksploatowana przez UFO, zostało potwierdzone sprawdzalnymi przez każdego dowodami.
#12. Odkrycie fal telepatycznych. W piątek dnia 11 listopada 1994 roku, podczas przerwy na lunch, zdecydowałem się uciec przed piętrzącymi się problemami i stresem zaczynającego się wkrótce drugiego semestru, poprzez zjedzenie miejscowego posiłku. Jednak nabyte w pobliskiej stołówce danie niestety tego dnia okazało się bardziej niejadalne niż zazwyczaj. Dla odwrócenia więc uwagi od utykającego w gardle posmaku zająłem swój umysł moimi ulubionymi problemami mechanizmów działania wszechświata. Gdy więc tak bezentuzjastycznie starałem się dobrnąć do końca posiłku (zgodnie z totalizmem który wówczas już zdecydowanie wyznawałem, marnowanie jakiejkolwiek żywności w obecnej sytuacji naszej planety jest poważnym grzechem), niespodziewanie w mojej głowie poskładało się w jedną całość rozwiązanie dla zasad i mechanizmu telepatii. Los czasami wykazuje poczucie humoru i w tym przypadku znajomość telepatii zawdzięczać będziemy beznadziejnemu gotowaniu jakiejś anonimowej kucharki. Podobnie jak to kiedyś stało się w odniesieniu do magnokraftu i komory oscylacyjnej (patrz podrozdział F2 w monografii [3], [3/2], i [1/2], oraz C2 w monografii [1/3]), tym razem dla telepatii również od dłuższego już czasu przemyśliwałem nad jej mechanizmem i stąd posiadałem już uprzednio zgromadzone w swej głowie wszystkie elementy wymaganej układanki (np. już w czasie swego pobytu na Cyprze ustaliłem że sygnały telepatyczne muszą propagować się poprzez przeciw-materię, że ich wzbudzanie musi następować przez wibracje magnetyczne, że przenoszą one sygnał modulowany podobny do ludzkiej mowy, że istnieje rodzaj uniwersalnego języka - w podrozdziale D2.1.1 nazywanego ULT, Universal Language of Thoughts, w którym wszystkie istoty żyjące z całego wszechświata mogą komunikować się ze sobą za pośrednictwem telepatii, itp.). Jedyną rzeczą jakiej wówczas ciągle nie wiedziałem to fizyczna natura telepatii, oraz mechanizm fizyczny na jakim zjawisko to bazuje. Dlatego też podczas owego pamiętnego lunchu szokująca myśl błysnęła w moim umyśle. Myśl ta stwierdzała, że "fale telepatyczne to po prostu dźwięko-podobne wibracje przeciw-materii które podobnie jak dźwięki w naszym świecie posiadają swój ton, melodię, barwę, częstość, itp.; podczas gdy łączność telepatyczna jest to po prostu rozmowa następująca w uniwersalnym języku ULT z użyciem owych dźwięko-podobnych wibracji" (zauważ, że zgodnie z nowym Konceptem Dipolarnej Grawitacji, wszystkie rodzaje ruchów przeciw-materii, w naszym świecie manifestują się m.in. jako pole magnetyczne, dlatego fale telepatyczne mogą w przybliżeniu być też zdefiniowane jako "wibracje pola magnetycznego"). Po tym jak owa myśl przyszła mi do głowy, wszystko co poprzednio wiedziałem na temat telepatii zaczęło nabierać sensu i stało się zrozumiałe. Znalezione wówczas rozwiązanie dla mechanizmu rozprzestrzeniania się fal telepatycznych wkrótce zostało wyrażone na piśmie i opublikowane, początkowo dnia 9 stycznia 1996 roku w monografii [3] (patrz podrozdział D13 w [3]), w 1997 roku było ono powtórzone w monografii [3/2], zaś później (w 1998 roku) także opublikowane w monografiach [1/2] i [1/3]. W tym traktacie telepatię opisano w podrozdziale D2.1.1.
#13. Opublikowanie traktatu [7] "Losy jednej piramidy", i umowa na temat napisania niniejszego traktatu. Jak to już wspominałem w podrozdziale A2, po tym jak ów zdumiewający list datowany 27 czerwca 1993 roku powiadomił mnie o istnieniu piramidy telepatycznej, wspólnie z Danielą zdecydowaliśmy się podjąć trudnego zadania napisania poprzedniego traktatu [7] "Losy jednej piramdy". Traktat [7] zawierał pierwszą skrótową prezentację piramidy telepatycznej. Treść traktatu [7] zawierała opisy jakie obecnie przytoczone są w podrozdziałach C1 do C5 tego traktatu. Do czasu kiedy w 1996 roku zakończyłem swój kontrakt w Malezji, zdołaliśmy napisać i opublikować aż trzy wersje językowe traktatu [7], mianowicie w takich językach jak angielski, polski i włoski. Na nieszczęście, ów poprzedni traktat [7] był przygotowywany w pośpiechu, ponieważ nawał niezrozumiałych wówczas dla mnie kłopotów jakie on na mnie sprowadził zmuszał mnie do jego wydania tak szybko jak tylko się dało. Dlatego też brakowało w nim najróżniejszych istotnych szczegółów, takich jak wyjaśnienia jak piramida telepatyczna działa i powinna być używana, jakie zjawiska i zasady zaprzęgnięte są w jej pracy, itp. Kiedy publikowaliśmy ów traktat [7], całkowicie byliśmy świadomi jego niedoskonałości. Dlatego poinformowaliśmy w jego treści że ma on charakter tymczasowy i że wkrótce należy oczekiwać jego drugiego wydania. To drugie wydanie oznaczone zostało jako [7/2]. Miało ono dostarczyć wszystkich szczegółów brakujących w pierwszym wydaniu, i miało się ukazać w kilka miesięcy po pierwszym. Niestety, jak doświadczyliśmy tego później, liczne niezwykłe przeszkody niespodziewanie zaczęły pojawiać się na naszej drodze (w sposób oczywisty wynikając z sabotaży naszego kosmicznego pasożyta). Owe przeszkody powodowały, że ukończenie tego drugiego wydania było bez przerwy zmuszane do przesuwania na przyszłość, aż zostało opóźnione praktycznie do dzisiaj (t.j. przez około 5 długich lat), zaś doszło do skutku jedynie dzięki nadludzkiemu wysiłkowi i dedykacji jakie musiały zostać użyte aby przełamać się przez te niezliczone przeszkody.
#14. Profesura na Borneo i moje równania grawitacyjne. W 1996 roku podjąłem swoją trzecią w życiu profesurę. Zatrudniony zostałem jako Associate Professor inżynierii mechanicznej na tropikalnej Wyspie Borneo. Jednym z problemów jaki teoretycznie tam rozwiązałem były współzależności pomiędzy siłą pola grawitacyjnego, a takimi atrybutami organizmów żywych jak ich waga, wzrost, długość życia, lub inteligencja. W ten sposób wypracowałem swoje "równania grawitacyjne", kilka z których dyskutowanych jest na początku rozdziału B i w podrozdziale B1. Równania te są odzwierciedleniem bardziej generalnego "prawa grawitacyjnego", jakie stwierdza mniej więcej coś w rodzaju: "wszystkie cechy istot żyjących zmieniają się z kwadratem natężenia pola grawitacyjnego planety jaką istoty te zamieszkują: cechy jakie swoje źródło mają w przeciw-świecie (takie jak inteligencja czy długość życia) są wprost proporcjonalne do kwadratu natężenia pola grawitacyjnego, natomiast cechy jakie swoje źródło mają w naszym świecie fizycznym (takie jak wzrost czy masa) są odwrotnie proporcjonalne do kwadratu natężenia pola grawitacyjnego."
Jedno z owych równań grawitacyjnych, jakie nazywam "równaniem wzrostu", stwierdza że jeśli genetyczne okowy zostaną jakoś zniszczone w ludziach, wówczas wzrost tych ludzi na Ziemi musi buchnąć do wysokości około 5 metrów. W ten sposób równanie wzrostu uzasadnia że giganty muszą mutować się na Ziemi od czasu do czasu. Po uświadomieniu sobie konsekwencji owego równania, przypomniałem sobie wszystkie owe opowiadania o kolosalnych szkieletach znajdowanych w Nowej Zelandii. Potem także sobie uświadomiłem, że jeśli któryś z tych szkieletów zostałby znaleziony, wówczas nasz kosmiczny okupant byłby bardzo zainteresowany aby go zniszczyć - wszakże byłby on wizualnym dowodem poprawności tego co niniejszy traktat stara się ujawnić. To więc wyjaśnia dlaczego takie szkielety, na przekór że zostały znajdowane w Nowej Zelandii w znacznej liczbie, nigdzie nie są dostępne do czyjejkolwiek inspekcji czy badań.
#15. Zidentyfikowanie metod za pośrednictwem których UFOnauci okupują i eksploatują Ziemię bez pozostania odnotowanymi przez ludzi. Po tym jak uświadomiłem sobie jak masowa jest okupacja i eksploatacja Ziemi, zacząłem badać jak to jest możliwe że my, ludzie, nie odnotowaliśmy dotychczas takiej przytłaczającej obecności UFO na Ziemi. W rezultacie tych badań zdołałem zidentyfikować cały szereg odmiennych metod za pomocą których UFOnauci utrzymują nas pod swoją kontrolą, podczas gdy my nie mamy najmniejszego pojęcia co jest grane. Najbardziej kluczowe z nich to: (1) ciągłe ukrywanie się UFO przed nami (np. operowanie głównie nocami, lub w stanie migotania telekinetycznego jaki czyni ich niewidzialnych dla ludzkich oczu i kamer), (2) telepatyczna manipulacja ludzkich umysłów jaka powoduje że intelektualnie słabi osobnicy nie wierzą w istnienie UFO i atakują każdego kto dokonuje badań UFO, (3) nieprzerwane niszczenie całego materiału dowodowego jaki mógłby zaświadczyć że Ziemia jest obecnie okupowana przez UFO (jedna z kategorii tekiego materiału jaki bez przerwy jest niszczony to owe gigantyczne szkielety ludzkie znajdowane w Nowej Zelandii o jakich pisałem poprzednio), i (4) nieustanne przenoszenie się do przyszłości aby sprawdzić które z ludzkich dokonań wybiegają przeciwko okupacyjnym interesom UFO na Ziemi, i następne powracanie do naszych czasów w celu zablokowania i wyciszenia tych dokonań. Dalsze szatańskie metody działania UFO jakie udało mi się zidentyfikować podczas tych badań wymieniłem w podrozdziale B2 tego traktatu, oraz dokładnie opisałem w rozdziale V monografii [1/3].
Głównym powodem dla jakiego odnosiłem te sukcesy w identyfikowaniu starannie ukrywanych metod jakie UFOnauci używają aby utrzymywać nas w poddaństwie, było że uprzednio zdołałem zakumulować całą wymaganą wiedzę na temat naszego kosmicznego pasożyta, a potem w swych dociekaniach bazowałem na tej wiedzy. W ten sposób mogłem symulować w swoim sposobie myślenia wszystkie teoretyczne zasady na jakich działania kosmitów bazują. Dla przykładu poznałem bardzo dobrze cel naszych kosmicznych najeźdźców (t.j. aby w nieskończoność rabować ludzkość z wszelkich biologicznych surowców jakie potrzebne są im dla utrzymywania ich pasożytniczych cywilizacji bazujących na niewolniczej sile roboczej), poznałem technikę jaka jest w dyspozycji naszego kosmicznego pasożyta (dla przykładu wiem że, między innymi, wykorzystują oni wehikuły czasu oraz że bez przerwy przemieszczają się do przyszłości aby sprawdzić jak teraźniejszość na nią wpłynęła, następnie zaś powracają do obecnych czasów aby je zamanipulować zgodnie ze swoimi interesami), znam doskonale filozofię naszych okupantów (t.j. "pasożytnictwo" opisywane w podrozdziale B5), znam od podszewki zasadę "obchodzenia praw moralnych" na jakiej owa filozofia pasożytnictwa się zasadza (patrz podrodział B5), także znam prawa moralne (opisywane w podrozdziale B4) których nasi okupanci osobiście starają się nie łamać w swoich działaniach, chociaż z chęcią przymuszają ludzi do ich łamania.
#16. Zniszczenie naszego środowiska naturalnego. Podczas swoich badań dotyczących niewidzialnej okupacji Ziemi, odkryłem też ogromnie przerażający fakt - nasi kosmiczni najeźdźcy są winni licznych przypadków masowych morderstw. Okazało się bowiem że powtarzalnie powodują oni najróżniejsze katastrofy, jakie wyglądają jak naturalne, jednak jakie powodowane są ich techniką. W rezultacie tych katastrof, znaczna proporcja ludzkości zostaje wybita. Pierwsze ślady jednej z takich katastrof odkryłem zupełnie przypadkowo kiedy ciągle badałem następstwa eksplozji Tapanui. Sądzę że powinienem opisać je tutaj. Dotychczasowe dowody jakie zidentyfikowałem w bliskości krateru Tapanui dowodzą, że w 1178 roku eksplodował tam stos około siedmiu wehikułów czasu typu K6. To jest właśnie powodem dla którego Nowa Zelandia nawet obecnie doświadcza zafalowań przestrzeni czasowej. Jednakże wehikuły czasu są tak nazywane ponieważ podróżują one w czasie, zaś ich załoga dokładnie wie co nastąpi w przyszłości. Dlatego wehikuły takie nie eksplodują w sposób przypadkowy. Poprzez znajomość przyszłości ich załoga wie bowiem że taka eksplozja się zbliża, a stąd ma możliwość aby jej zapobiec. To zaś oznacza, że jeśli wehikuły czasu eksplodują, ktoś musiał uczynić to celowo. Powyższa dedukcja prowadziła mnie do wniosku, że eksplozja Tapanui nie była wypadkiem, a dokonana została celowo. Powyższe wyjaśnia dlaczego tak odległa i niemal niezamieszkała wyspa jak Nowa Zelandia została wybrana dla jej przeprowadzenia - potem świat nie był bowiem w stanie dowiedzieć się tak łatwo o jej zaistnieniu. Wyniki eksplozji Tapanui okazały się wyjątkowo dewastujące. Eksplozja ta złamała naszą cywilizację i zastąpiła postęp starożytnego świata przez ciemnotę średniowiecza. Jednak to właśnie było tym czego pragnął nasz kosmiczny pasożyt. Wszakże ciemności średniowiecza dostarczały mu najlepsze warunki aby eksploatować ludzkość niemiłosiernie. Ów wybieg z eksplodowaniem wehikułu czasu został potem powtórzony ponownie w 1908 roku, tym razem w odległej tajdze syberyjskiej. W 1908 roku jedynie trzy wehikuły czasu zostały eksplodowane, stąd wynik nie był aż tak dewastujący.
W 1997 roku byłem już na tyle biegły w metodach używanych przez naszych najeźdźców kosmicznych, że mogłem rozpoznać wzrokowo zachowanie osób jakie zostały hipnotycznie zaprogramowane przez kosmitów. Wówczas następnym szokiem było odnotowanie, że podczas suchego sezonu w latach 1997 i 1998, niezliczone osoby zaczęły wykazywać oznaki zostania hipnotycznie zaprogramowanymi aby inicjować pożary (t.j. zabawiać się w podpalaczy lasów). Odnotowałem wówczas grupy dzieci szkolnych jakie błądziły bez celu i rzucały zapalone zapałki na wszystko co tylko mogło się zająć ogniem. Widziałem gospodynie domowe jak zgarniały do kupy wszelkie dostępne im odpadki i puszczały je z dymem. Widziałem też najróżniejszych żebraków i wałęsów którzy zamiast rozglądać się za jedzeniem, poszukiwali czegoś do podpalenia. Ognie zaczęły się palić w każdym obszarze. Wkrótce potem cała nasza planeta wokół jej równika zaczęła być okrywana tysiącami ogni. Rodzime dżungle Indonezji, Malazji, Borneo, Australii, USA, Meksyku, Brazylii, oraz wielu dalszych krajów znikały w gęstym dymie. Tropikalne kraje wdychały dym zamiast powietrza. Ogromne zniszczenie naszego otoczenia miało miejsce. Oczywiście naukowcy i publikatory wymyśliły "El Nino" aby zwalić na niego winę, jak zwykle bezkrytycznie akceptując telepatyczną sugestię naszych okupantów że to klimat powzniecał wszystkie te pożary. Niemniej wszystkie znaki jakie ja widziałem swoimi własnymi oczami wskazują, że owe światowe pożary zostały telepatycznie i hipnotycznie zaprogramowana przez naszego kosmicznego okupanta. Na ich podstawie jestem dosyć pewny że następna mordercza katastrofa jaka jest już w swej drodze, będzie polegała na zniszczeniu naszego środowiska (i wywołane tym zniszczeniem ruchy społeczne typu anarchia, zdziczenie, itp.), a także że owe pożary dżungli z 1997 i 1998 roku były jednym z szeregu dobrze zaplanowanych kroków jakie stopniowo sprowadzą ją na naszą planetę. Szkoda że ciągle nie dorobiliśmy się telepatycznego urządzenia słuchającego (typu opisywanej w tym traktacie piramidy) jakie umożliwiałoby nam ustalenie jaki to nakaz owi sztańscy okupanci nadają telepatyczne bezpośrednio do umysłów ludzi na planecie Ziemia, co ów nakaz poleca nam dokonać, itp.
W lipcu i sierpniu 2000 roku, nasi pasożyci kosmiczni zaczęli realizowanie kolejnej fazy niszczenia naszego środowiska, tym razem poprzez systematyczne palenie lasów w Stanach Zjednoczonych. Na reportażach telewizyjnych z pożarów jakie UFOnuaci wówczas powzniecali w USA, można było nawet odnotować wirujące słupy dymu jakie formowane były przez ich niewidzialne wehikuły nadzorujące przebieg rozpętanego przez siebie żywiołu. W jednym przypadku z sierpnia 2000 roku kamery telewizyjne zdołały nawet uchwycić moment samistnego inicjowania pożaru (t.j. pożaru zaczynającego się bez podpalenia). To samoistne zainicjowanie pożaru w USA było identyczne do podobnego zjawiska opisanego w traktacie [3B] jakie dotknęło polskiego uprowadzonego do UFO, Andrzeja Domałę.
Jest jeszcze jeden szczegół jaki pamiętam bardzo niewyraźnie, jednak jaki może mieć związek z poprzednim stwierdzeniem że Nowa Zelandia jest eksperymentalnym krajem na jakim nasz pasożyt najpierw wypróbowuje każde swoje posunięcie. Jest nim jakiś okres na kilka lat zanim cała nasza planeta pokryta została ogniem i dymem, jak to opisano powyżej. Panował wówczas bardzo ognisty okres w Nowej Zelandii - każdego dnia w wiadomościach raportowane było kilka nowych pożarów. Być może że był to właśnie okres kiedy nasz pasożyt kosmiczny wypróbowywał na Nowej Zelandii swoją nową metodę i nowy sprzęt.
Możliwość wypróbowywania przez UFO na Nowej Zelandii swoich niszczycielskich metod i urządzeń - zanim wdrożone one zostaną na reszcie świata, ujawniła się szczególnie ostro w latach 1999 i 2000 w miasteczku Timaru w jakim wówczas mieszkałem. Miasteczko Timaru jest niewielką nadmorską miejscowością wypoczynkową liczącą około 27 000 mieszkańców. Leży ono na brzegu morza w południowej części ogromnej równiny rolniczej nazywanej "Canterbury Plains". Zaraz po II-giej Wojnie światowej było ono bardzo modnym ośrodkiem nadmoskim na jakiego plażach spędzała wakacje śmietanka z większych miast Wysp Południowej. Do niedawna słynęło z krystalicznego powietrza - jakiego nic nie było w stanie zanieczyszczać, czystego morza, i słonecznej pogody. Samo Timaru nie ma większego przemysłu zaś otoczone jest jedynie soczyście zielonymi łąkami na jakich wypasają się stada bydła i owiec. Największy komin w całym miasteczku znajduje się w miejscowym szpitalu i pochodzi od centralnego ogrzewania. Jednak w środku tej sielankowej scenerii, niespodziewanie w 1999 i 2000 roku, szczególnie w miesiącach od kwietnia do września owych lat, t.j. kiedy ja zamieszkałem w tym miasteczku, stało się ono "stolicą znieczyszczonego powietrza Nowej Zelandii" - patrz artykuł "Timaru now smog capital", opublikowany w "The Timaru Herald", wydanie z Sunday, 8 July 2000, pages 1 and 3. Zanieczyszczenie powietrza osiągnęło w nim poziom 111 mikrogramów stałych cząstek na metr sześcienny powietrza, podczas gdy poziom niebezpieczny da zdrowia jest już przy 50 mg/m3. Oczywiście rezultaty okazały się śmiercionośne. Co jednak moim zdaniem zostało całkowicie przeoczone w całej tej sprawie, to że aby poziom taki nagle został osiągnięty w pozbawionym przemysłu małym miasteczku nadmorkim leżącym na płaskim terenie i owiewanym rześkimi powiewami z morza, powietrze musiało w nim stać się nietypowo "lepkie" i stąd odporne na podmuchy i utrzymujące w zawieszeniu drobiny zanieczyszczeń przez wielokrotnie dłuższy czas niż czyni to normalnie. Moim zdaniem taki wzrost "lepkości" miejscowego powietrza nie mógł nastąpić samorzutnie, stąd najprawdopodobniej był on efektem jakichś szatańskich metod UFOnautów wypróbowywanych właśnie na małym Timaru, jakie wielokrotnie zwiększyły lepkość powietrza - jak posądzam poprzez jego telekinetyzowanie. Pechowo dla nas, w chwili obecnej nasza nauka nie dorobiła się jeszcze ani metody, ani urządzenia pomiarowego jakie mierzyłoby "lepkość" powietrza w sensie zdolności do utrzymywania stałych zanieczyszczeń i odporności na podmuchy wiatru - dlatego też tego rodzaju działalność UFOnautów nie może zostać jeszcze wykryta. Nie byłbym więc zdziwiony, gdyby za kilka lat, kiedy próby w Nowej Zelandii zostaną zakończone, nagle podobnie lepkie powietrze pojawiło się w większości innych krajów naszej planety, zabijając miliony ludzi. Interesującą cechą owego lepkiego powietrza z Timaru, a stąd jak sądzę każdego powietrza o telekinetycznie zwiększonej lepkości, jest że powoduje ona rozległe alergie skóry u ogromnej liczby ludzi - t.j. u niemal każdej osoby o alergicznych skłonnościach. (Jak mi wiadomo, przemysłowe zanieczyszczenia powietrza zdają się powodować alergie jedynie u określonej proporcji ludzi o alergicznych skłonnościach, a nie u wszystkich z nich.) Stąd w omawianym tutaj czasie, niemal każdy w Timaru z kim rozmawiałem, przyznawał się do swędzenia skóry, do jej alergicznego podrażnienia, i do drapania. Moje wytłumaczenie dla tego zjawiska masowej alergii jest, że powietrze o telekinetycznie zwiększonej lepkości utrzymuje przez długi czas wszelkie możliwe zanieczyszczenia. Stąd wśród tych zanieczyszczeń znajduje się wystarczająca rozpiętość składników alergonośnych, aby powodować alergie u niemal każdego. Z kolei powietrze jakie jest zanieczyszczane np. tylko przez przemysł, powoduje alergie tylko u tych nielicznych osób które mają skłonności alergiczne w stosunku do danego rodzaju przemysłowego zanieczyszczenia. Do powyższego warto tutaj dodać, że cechy powietrza w Timaru z czasów owego ekstremalnego poziomu zanieczyszczeń zdumiewająco odpowiadają efektom działania tzw. "DOR" lub "śmiercionośnego promieniowania orgonu" (t.j. "Deadly Orgone Radiation") jakie opisane zostały przez Wilhelm'a Reich'a w jego książce o akumulatorze orgonu. Orgon opisywany jest też w książce [8A4] pióra T.J. Constable, "The Cosmic Pulse of Life" (Neville Spearman Ltd., Suffolk, Great Britain, 1976, ISBN 85435 194 9). Tak nawiasem mówiąc to Wilhelm Reich został ukarany przez istytucje medyczne USA za swoje awangardowe prace nad energią orgonu, i zmarł w więzieniu - co posiada bezpośredni związek z następnym punktem tego podrozdziału.
#17. Zamachy na życie. Jest to dobrze znanym faktem, że niemal każdy najeźdźca sekretnie wykańcza ludzi którzy reprezentują miejscowy ruch oporu. Ta brutalna prawda została mi obrazowo uświadomiona tak wcześnie jak już w 1988 roku, kiedy badałem przypadek nowozelandzkiego uprowadzonego (nazwijmy go R.B.) jaki został zabrany do potężnego wehikułu UFO który zawisał w ogromnej jaskini. W wehikule tym Panu R.B. zademonstrowano unikalną maszynę zbudowaną specjalnie aby ... indukować raka u ludzi. Później ja sam odkryłem zasadę na jakiej oparte jest działanie takiej maszyny (zasada ta opisana została w podrozdziale D5.2). Właściwie to kosmici dosłownie zademonstrowali temu uprowadzonemu na jego własnym ciele, że są w stanie zaindukować raka kiedykolwiek, gdziekolwiek i w kimkolwiek tylko zechcą. Ponieważ po owej demonstracji nie wymazali oni jego pamięci, jest oczywistym że została ona zamierzona jako rodzaj wczesnego ostrzeżenia dla nas - które miało dostarczyć nam rady "zachowujcie się grzecznie, ponieważ jeśli nie - my posiadamy możliwości aby was załatwić na sposób że nikt nigdy się nie dowie co naprawdę się z wami stało". Aczkolwiek ten pierwszy raport na temat maszyny wywołującej raka był dla mnie dosyć przerażający, ja nie odczytałem właściwie owej grzecznej rady, bowiem w tym czasie (t.j. w 1988 roku) ciągle wierzyłem że kosmici są przyjaźni wobec ludzi i mają jedynie nasze dobro na uwadze. Jednak to moje wierzenie zaczęło się stopniowo zmieniać kiedy napotkałem sporą grupę przypadków gdy osoby jakie kwalifikowały się na ofiary naszych kosmicznych najeźdźców, nagle umierały z powodu raka lub z innych przyczyn jakie łatwo mogły być zaindukowane przez kosmitów. Dokonajmy tutaj krótkiego przeglądu losów kilku znanych mi osób, jakich losy stopniowo skłoniły mnie do przekonania, że zamachy UFOnautów na życie wybranych ludzi mogą być niezaprzeczalnym faktem jakiego istnienie powinniśmy starać się formalnie udowodnić.
- Karla Turner. Z grupy tych przypadków, największym otwieraczem moich oczu był przypadek Karli Turner. Karla Turner była badaczką UFO która demaskowała i publikowała szatańskie metody jakich UFOnauci używają na ludziach. Czytelnicy w Polsce znają ją zapewne z serii demaskujących arykułów publikowanych w czasopiśmie UFO. Niestety, raptownie umarła ona na raka w bardzo podejrzanych okolicznościach w samym piku swojej kariery badawczej (jak wierzę około 1996 roku).
- Adalbert Béla Brosan. Innym przypadkiem jaki również dał mi wiele do myślenia był los ekscentryka z Austrii o nazwisku Adalbert Béla Brosan. Był on budowniczym urządzenia wytwarzającego darmową energię (t.j. influenmaschine - wspominanej w podrozdziale B5, jaka była pierwowzorem dla słynnej Thesta-Distatica) które - podobnie jak piramida telepatyczna opisywana w tym traktacie, zostało przekazane na Ziemię jako dar od naszych anonimowych sprzymierzeńców z gwiazd. Umarł on natychmiast po tym jak zdołał zbudować dwa pierwsze pracujące prototypy tej maszyny. Z powodu jego śmierci maszyny te nadal nie służą naszej cywilizacji, na przekór że działają poprawnie, jako że upowszechnianie tego urządzenia zostało efektywnie zablokowane przez naszych kosmicznych najeźdźców i ich kolaborantów - patrz podrozdział B5.
- Bill Startup. Potem był przypadek Bill'a Startup, mojego osobistego przyjaciela, który był pilotem owego samolotu jakie dnia 31 grudnia 1979 roku sfilmował wehikuł UFO ponad Kaikoura w Nowej Zelandii. Opublikował on bardzo przekonywującą książkę [9A4] pióra Startup, Capt. Bill, z Illingworth Neil, "The Kaikoura UFOs", Auckland 1980, Hodder and Stoughton. Zamierzał też finansować i organizować badania nakierowane na znalezienie naukowego dowodu że wehikuł sfilmowany ponad Kaikoura faktycznie był prawdziwym UFO (prawdę mówiąc, na przekór niezliczonych prób unieważnienia wartości dowodowej tego filmu, podejmowanych przez hipnotycznie zaprogramowanych kolaborantów naszego kosmicznego pasożyta, Kaikoura film nigdy nie został zdyskredytowany i ciągle jest niepodważalnym dowodem istnienia UFO). Jednak pewnego dnia przeszedł on masywne porażenie mózgu (brain stroke) zanim zdołał wprowadzić swe zamiary w życie. Porażenie to jakimś cudem przeżył, jednak pozostawiło go niemal całkowicie sparaliżowanym.
- Bruce De Palma. Następną ogromną stratą dla naszej cywilizacji była śmierć Bruce De Palma w czwartek 2 października 1997 roku, którego również miałem okazję poznać. Bruce był pionierem w telekineticznej generacji elektryczności, zaś w czasach swojej śmierci był bliski ukończenia komercjalnie opłacalnego generatora telekinetycznego nazywanego "N-Machine", działanie jakiego bezpośrednio wykorzystuje efekt telekinetyczny opisywany w podrozdziale D2.1.2. Oto co pod adresem internetowym <atech@ix.netcom.com> napisane zostało na temat jego śmierci "Kontrowersyjny badacz i wynalazca, Bruce De Palma umarł wczoraj w szpitalu w Nowej Zelandii. Był on nieprzytomny przez szereg godzin po masywnym krwotoku wenętrznym" (w oryginale angielskojęzycznym "Controversial researcher and inventor, Bruce De Palma, died yesterday in a hospital in New Zealand. He had been in a coma for several hours after massive internal bleeding.") Jest rodzajem publicznego sekretu, że taki właśnie wewnętrzny krwotok może być technicznie zaindukowany przez potężne uderzenie ultradźwięków. Dla przykładu w filmie amerykańskim "Enemy of the State" rodzaj ultradźwiękowej broni został pokazany, jaki właśnie powodował taki krwotok w rezultacie masowego zniszczenia komórek ciała; film także ukazywał jak tego typu broń jest w stanie dosięgnąć swoje ofiary działając poprzez grube ściany.
- John Britten. Kolejną ogromną stratą dla naszej cywilizacji była śmierć John'a Britten, genialnego konstruktora nowozelandzkiego zamieszkałego w Christchurch, którego miałem honor spotkać osobiście. John był ogromnie utalentowanym konstruktorem, zdolnym wynalazcą, i wnikliwym badaczem, który m.in. budował najszybsze motocykle na świecie. Wygrywały one zarówno na miejscowych wyścigach jak i na międzynarodowych zawodach. Na temat jego genialnych motocykli napisana nawet została edukacyjna książeczka dla dzieci [10A4] pióra Jane Buxton, "Superbike!", opublikowana dla ministerstwa edukacji (the Ministry of Education) przez Learning Media Ltd., Box 3293, Welligton, New Zealand, Š Jane Buxton 1994, ISBN 0-478-05920-5, 16 stron. Największą pasją John'a Britten była budowa mięśniolotów - czyli rodzaju samolotów o skrzydłach ruchomych jak u ptaków które napędzane były wyłącznie mięśniami ludzkimi. Eksperymentował nad nimi od czasów młodości, jednak dopiero około 1994 roku znalazł rozwiązanie techniczne dla efektywnego mechanizmu uderzania skrzydłami jaki pozwoliłoby człowiekowi wznosić się w przestworza. Niestety, kiedy miał przystąpić do budowy prototypu jaki urzeczywistniałby to rozwiązanie, niespodziewanie w 1995 roku zmarł na raka w wieku około 45 lat. Nasi pasożyci nie byli więc gotowi mu zezwolić aby nauczył ludzi latać jak ptaki.
- Ludwik Pająk. Kiedy w trakcie wykańczania niniejszego traktatu, za pośrednictwem łańcucha niezwykłych zbiegów okoliczności poznałem los John'a Britten, przeżyłem szok. Powodem tego szoku było, że losy John'a stanowiły jakby tragiczniejszą wersję scenariusza podobnych zdarzeń jakie dotknęły także mojego własnego brata Ludwika. Mój brat był z zawodu chemikiem, zaś jako sport z pasją uprawiał pilotowanie samolotów śmigłowych. Dzięki nim zgłębił praktycznie tajniki aeronautyki. Tajniki te wykorzystywał potem dla realizacji swojego niezwykłego hobby jakim było budowanie mięśniolotu. Niestety, nie dysponując wymaganym sprzętem badawczym ani znajomością złożonych mechanizmów dźwigniowych, przez wiele lat nie był w stanie rozwiązać problemu właściwego uderzania skrzydłami. Jednak znając tajniki aerodynamiki, jednego roku przyszedł mu do głowy pomysł jak obejść ten problem naokoło. Pomysł ten podobne do ptasiego uderzanie skrzydłami dla efektywnego formowania siły nośnej, zastępował wykorzystaniem efektu Magnusa i wirujących bębnów. Kiedy jednak zabrał się za urzeczywistnianie tego rewolucyjnego pomysłu, nagle w fabryce chemicznej w jakiej pracował przytrafił mu się wypadek poważnego zatrucia. Aczkolwiek zatrucie to jakimś cudem przeżył, na resztę życia pozostał inwalidą który ma poważne trudności z realizacją codziennych czynności życiowych, i który nie może nawet marzyć o realizacji hobby jakie wymaga wysokiej sprawności fizycznej i intelektualnej. Przez wszystkie te lata nikt nie kojarzył jego wypadku z mięśniolotem, zaś obie te sprawy były brane jako zupełnie niezależne od siebie. Obecnie jednak, kiedy odkryłem że dwóch ludzi spotkał los jaki rozwijał się według niemal identycznego scenariusza, zaczyna być jasne że tragedie tych osób wynikają z prostego faktu że nasi pasożyci blokują na Ziemi m.in. także i rozwój mięśniolotów.
Na dodatek do powyższego, osobiście znane mi są dalsze wspaniałe umysły jakie najprawdopodobniej również zostały zamordowane - jako przykład rozważ Werner'a Kropp'a omawianego w podrozdziale D1.2. Na podstawie owych niepokojących ustaleń, zacząłem podejrzewać że kosmiczni pasożyci systematycznie i bezdusznie wymordowują wszystkie najlepsze umysły na Ziemi, tyle tylko że czynią to z użyciem niewidzialnych i niewykrywalnych metod podobnych do tych jakie są używane aby nas kontrolować (opisywanych w podrozdziale B2). Dlatego też w 1998 roku sformułowałem naukowe zapytanie na temat zamachów na życie. Zapytanie to stwierdzało: "czy jest możliwym że wszyscy postępowi ludzie na Ziemi, którzy albo wyznawali totalistyczne zasady, albo też promowali bardziej gwałtowny rozwój ludzkości, tacy jak Jezus, Joanna D'Arc, Abraham Lincoln, Mahatma Gandhi, J. F. Kennedy, i wielu innych (włączając w to David'a W. Davenport już wspominanego w podrozdziale A1 którego prace dyskutowane są w podrozdziałach C4 i C7 tego traktatu), faktycznie są ofiarami niewykrywalnych zamachów na życie jakie są organizowane za pośrednictwem hipnotycznie zaprogramowanych fanatyków, poprzez indukowanie zabójczych chorób, lub w inny nieodnotowalny dla nas sposób?"
Aby odpowiedzieć "tak" na to pytanie, musiałem najpierw zidentyfikować jakąś wyraźnie odróżnialną od innych metodę zamachu używaną przez kosmitów, a następnie znaleźć dowód że nasi pasożyci faktycznie użyli tej metody na kimś. Po strannych analizach jakie wzięły pod uwagę esencję metod działania używanych przez naszych pasożytów, a także filozofię i technikę naszych okupantów, wypracowałem wyraźnie odróżnialną metodę asasynacji, jaką nazwałem "scenariuszem Tytanika". Scenariusz ten stwierdza, że jedna z licznych metod używanych przez kosmitów do mordowania ludzi jacy sprawiają im kłopoty, która to metoda jest niewykrywalna dla ludzi, a ponadto nie zmusza kosmitów do łamania prawa moralnego "nie zabijaj bowiem i ty zostaniesz zabity", polega na użyciu wehikułów czasu. Kosmici po prostu przemieszczają się w przyszłość i wypatrują szczegółów jakiejś katastrofy jaka ma miejsce w naszych czasach. Następnie wracają do teraźniejszości i przebiegle tak manipulują kandydatem do danego zamachu na życie, aby zrealizował on plan jaki zaprojektowany jest szczegółowo ze znacznym wyprzedzeniem czasowym, a jaki nie daje kandydatowi do asasynacji żadnego innego wyboru poza znalezieniem się w miejscu i czasie owej katastrofy. Aby mieć pewność że przyszła ofiara zamachu nie zmieni swoich zamiarów w ostatniej chwili, kosmici hipnotycznie programują specjalną osobę, jaką ja nazywam "stażnikiem ofiary", która to osoba uczyni absolutnie pewnym że ofiara będzie obecna w miejscu i czasie owej katastrofy (na nieszczęście ów "strażnik ofiary" zwykle także umiera wraz z ofiarą danego zamachu). Tą metodę zamachu nazwałem "scenariuszem Tytanika" ponieważ jest ona podobna do przypadku gdyby ktoś wiedział że Tytanik zatonie, dlatego też upewnił się że wszyscy jego wrogowie wybiorą się w podróż tym transatlantykiem. Oczywiście, z uwagi na unikalny sposób na jaki ów scenariusz się rozwija, jest on charakteryzowany przez cały szereg wyraźnie identyfikowalnych atrybutów, jakie pozwalają zidentyfikować ofiary takich asasynacji, a także jakie pozwalają odróżnić te ofiary od normalnych pechowców którzy padają w danej katastrofie z powodu swojego losu czy karmy. Najbardziej charakterystyczne z takich atrybutów obejmują: (a) długie przygotowania (t.j. aby być efektywny, taki zamach musi być starannie przygotowywany i prowadzony z dużym wyprzedzeniem czasowym, stąd ofiara wie z całą pewnością że weźmie udział w danym wydarzeniu i niemal dokonuje "rezerwacji" dla swojej śmierci), (b) spektakularne zdarzenie jakie dokonuje zabicia (t.j. zdarzenie to musi być wystarczająco spektakularne i głośne w czasach kiedy ma miejsce, aby przyciągnąć uwagę kosmitów którzy podróżują w czasie do przyszłości, i przekonać ich że nadaje się jako sposób zamachu na życie), (c) obecność i aktywność "strażnika ofiary" który zmusza ofiarę aby znalazła się w wymaganym miejscu i czasie. Oczywiście, dalsze czynniki jakie pozwalają rozpoznać takie zamachy włączają fakt że ofiara zawsze bierze czynny udział w planowaniu, wypracowywaniu potencjalu, lub realizacji jakichś działań jakie wyraźnie szkodzą interesom naszego kosmicznego pasożyta, a także że jeśli raz takie próby zamachów zostają zaczęte, będą się one powtarzały aż ofiara jest martwa.
Druga część odpowiadania "tak" na zadane poprzednio pytanie okazała się łatwa. Stało się tak ponieważ po rozpracowaniu szczegółów i atrybutów "scenariusza Tytanika", uświadomiłem sobie z szokiem jaki mnie zamurował, że ów scenariusz doskonale wypełnia to co mi samemu się przytrafiło dnia 13 listopada 1990 roku, podczas tzw. tragedii Ara Moana w Nowej Zelandii (kiedy to uzbrojony po zęby zamachowiec dostał szału i najpierw zastrzelił swojego sąsiada, Garry'ego Holden, potem zaś zastrzelił wszystkie osoby jakie były obecne w domu Garry'ego, w końcu wyszedł na zewnątrz i powystrzelał wszystkich przypadkowych przechodniów: kładąc trupem 13 ludzi). Na ten właśnie dzień, mój bliski przyjaciel, Garry Holden z Ara Moany, umówił się ze mną że dokonamy razem planowane z długim wyprzedzeniem czasowym eksperymenty badawcze. Później Garry wielokrotnie przypominał mi o tym naszym planie, a także o zjadających wiele czasu pracochłonnych przygotowaniach jakie musiał poczynić dla zrealizowania eksperymentów w tym właśnie dniu. Rankiem samego tragicznego dnia Garry ponownie do mnie zatelefonował jedynie na parę godzin przed tym jak został zastrzelony w swoim domu w Ara Moanie. M.in. ponownie wówczas uspokajałem jego obawy że go nie zawiodę i że przybędę na czas do jego domu. Przez jakiś cudowny zbieg okoliczności coś mnie jednak zatrzymało i nie dotarłem do domu Garry'ego. Gdybym tam dotarł, byłbym tam przed tym kiedy strzelanina się rozpoczęła. Tak nawiasem mówiąc, kiedy obecnie staram się sobie przypomnieć co mnie wówczas zatrzymało - nie jestem w stanie. Wygląda to tak jakby ktoś dokładnie wymazał moją pamięć co właściwie się stało owego szczególnego dnia.
Wykrycie próby zmachu na moje życie w Ara Moanie było dla mnie ogromnym szokiem. Nigdy się nie spodziewałem że moje badania i publikacje napotykają tak śmiercionośną odpowiedź od swoich głównych bohaterów. Ponieważ pamiętałem że w moim życiu dosyć często dosłownie "ocierałem się o śmierć", postanowiłem sporządzić wykaz tych otarć wraz ze scenariuszem w jakim miały one miejsce. Wykaz ten był następnym szokiem, bowiem do chwili obecnej przypomniałem sobie niemal 30 takich spotkań ze śmiercią, zaś sporo z nich wypełniało "scenariusz Tytanika" podczas gdy pozostałe wypełniały inne scenariusze jakie również spełniają wymagania zamachów na życie. To oznacza, że najprawdopodobniej od pierwszej chwili kiedy się urodziłem, statystycznie co jakieś dwa lata któryś ze scenariuszy zamachowych był na mnie wypróbowywany przez kosmicznego pasożyta. Z powodu najróżniejszych cudownych zbiegów okoliczności, jak dotychczas ze wszystkich tych prób wychodziłem z życiem, aczkolwiek bardzo wystraszony. Niemniej obecnie coraz bardziej zaczynam się obawiać że pewnego dnia zapas mojego szczęścia może ulec wyczerpaniu.
Interesującego poszerzenia naszej wiedzy na temat strzelaniny w Ara Moanie, a także na temat wszystkich innych zamachów realizowanych przez kosmitów za pośrednictwem masowych strzelanin, dostarczył program telewizyjny "60 minutes" jaki był nadawany dnia 6 sierpnia 2000 roku, o godzinie 19:30, w TVNZ kanał 1. Program ten prezentował wyniki badań kilku przypadków podobnych masowych morderstw popełnionych poprzez strzelców (badania te wykonał policjant nowozelandzki). Jak zostało stwierdzone w ich wnioskach, tego typu masowe morderstwa wcale nie były spontaniczne, a realizujący je strzelcy byli dokładnie przygotowywani do zabijania przez okres co najmniej jednego roku. Niektórzy z tych strzelców usiłowali nawet uzyskać pomoc psychiatryczną, otwarcie twierdząc że jakaś zewnętrzna siła (UFOnauci?) steruje ich działaniami i emocjami popychając ich do tragedii - oczywiście najwidoczniej zamiast pomocy spotykając się ze ścianą niedowiary i szyderstwa. Dla mnie najbardziej interesującym był wniosek z tych badań jaki wskazywał że zamachowcy zawsze starannie przygotowywani są do strzelaniny przez okres nie krótszy niż jednego roku. Ponieważ przed zaistnieniem Ara Moany ja sam doświadczyłem że także i ofiary tych morderstw przez spory okres czasu przygotowywane są do uczestnictwa w akcie swojego zabicia, oraz że owe przygotowane ofiary umierają jako jedne z pierwszych podczas gdy tłum niewinnych ludzi jest zabijany po nich tylko po to aby uformować mylącą "zasłonę dymną", wszystkie te fakty wskazują że zamachy kosmitów z użyciem strzelców nie są zdarzeniami jakie następują "naturalnie" podczas gdy UFOnauci jedynie je wykorzystują dla swoich szatańskich celów, a wydarzeniami jakie są dokładnie zaplanowywane, organizowane, przygotowywane, i nadzorowywane przez naszych kosmicznych pasożytów.
Zdaję sobie sprawę, że możliwość asasynacji przez kosmitów jest wyjątkowo kontrowersyjnym tematem, jako że na naszym obecnym poziomie zaawansowania technicznego i medycznego nie może być bezspornie udowodniony w sposób jaki by przekonywał każdego. Stąd nawet tylko rozważenie takiej możliwości ma szansę zostania sarkastycznie zaatakowanym przez kolaborantów naszego kosmicznego pasożyta. Jednak moim zdaniem powinniśmy ponownie rozważyć wszystkie gwałtowne śmierci w naszej historii. Jak bowiem staje się to boleśnie oczywiste, kiedykolwiek na Ziemi pojawiała się osoba jaka pozytywnie i znacząco przyczyniała się do rozwoju naszej cywilizacji, osoba ta niemal nigdy nie przeżywała całego produktywnego życia, a była mordowana we wczesnym wieku. Co czyni to zjawisko jeszcze gorsze, to że owo bezduszne mordowanie najlepszych ludzi, często rękami kalaborantów naszego pasożyta, ciągle kontynuowane jest do dzisiaj. Powinniśmy sobie to uświadomić i rozpocząć naszą zdecydowaną samoobronę, w przeciwnym wypadku owo brutalne mordowanie nigdy się nie zakończy.
#18. Osiedlenie się w Timaru i przygotowania do opublikowania niniejszego traktatu. Dnia 25 stycznia 1999 roku rozpocząłem pierwszą pracę w Nowej Zelandii po 6 latach profesur na zagranicznych uniwersytetach. Wylądowałem w Timaru, zostając wykładowcą programowania komputerów na miejscowej politechnice. Dyskretnie więc przypomniałem Danieli że czas abyśmy zrealizowali nasze plany i opublikowali traktat [7/2]. Niestety, cały rok 1999 szybko minął, zaś manuskrypt Danieli nie dotarł do moich rąk.
#19. Przeredagowanie mojej części tego traktatu. Na okres wakacji w grudniu 1999 roku i styczniu 2000 roku poleciałem do Malezji. Jak zwykle zabrałem ze sobą komputer, ponieważ w wolnym czasie zamierzałem udoskonalić moją część tego traktatu, jak również zaawansować pisanie innych opracowań nad którymi pracowałem w owym czasie. Poprzednia wersja mojego wkładu do niniejszego traktatu pisana była w 1995 i 1996 roku, stąd do 1999 roku owa dawna wersja stała się dosyć nieaktualna, bowiem moja wiedza na temat naszego kosmicznego najeźdźcy została wydatnie zaawansowana w międzyczasie. Jak się okazało, niemal każdego dnia miałem trochę wolnego czasu jaki spędzałem na pisaniu. W rezultacie zdołałem całkowicie przeorganizować układ i napisać od nowa te części niniejszego traktatu jakie reprezentują mój wkład do tego opracowania, mianowicie rozdziały A, B, D, i E.
#20. Otrzymanie wkładu Danieli. Kiedy 30 stycznia 2000 roku wróciłem do Timaru z moich wakacji w Malezji, czekała na mnie duża przesyłka. Zawierała ona wkład Danieli do niniejszego traktatu, mianowicie podrozdziały C7 do C13. Ponieważ moja część (szczególnie rozdziały A i B) była niemal gotowa, zajęło mi to zaledwie kilka dni aby zestawić razem obie części w jeden traktat, i posłać go Danieli do dalszego przetwarzania. W końcu więc niniejszy traktat zaczynał nabierać swego ostatecznego wyglądu. Oczywiście ciągle wymagał on licznych udoskonaleń i dopracowań, podczas gdy Daniela zawiadomiła mnie że dopadła ją seria następnych trudności i przeszkód, jakie utrudniały dokonanie tych końcowych działań. Również po mojej stronie pojawiły się takie kłopoty, dokładniej opisane w podrozdziale A1, jakie nawet przy doświadczeniu które posiadam w przełamywaniu barier wznoszonych przez kosmicznego okupanta okazały się niezwykle trudne do pokonania.
#21. Zaniechanie sprawdzenia angielszczyzny. W poniedziałek, 1 maja 2000 roku, przekazałem mojemu koledze z pracy egzemplarz angielskojęzycznej wersji tego traktatu z prośbą aby wsparł swoją ekspertyzą moje wysiłki i dogładził angielszczyznę tego opracowania. W owym czasie kolega ten miał wiele wolnego czasu, był więc bardzo optymistyczny co do szybkiego uporania się z tym zadaniem. W pierwszy tydzień po otrzymaniu traktatu kolega ten energicznie dokonywał korekcji mojej angielszczyzny, do końca tygodnia poprawiając 19 stron. Potem jednak dopadły go liczne niespodziewane obowiązki, najazdy, oraz choroby, jakie coraz silniej urudniały jego pracę stopniowo przygniatając i paraliżując go swoim ciężarem. Z czasem więc dokonywał korekcji coraz rzadziej, zaś ilości stron jakie zdołał przeglądnąć były coraz mniejsze. Około początka czerwca wręczył mi ostatnie strony które zdołał skorygować, jakie kończyły się na pierwszej stronie wprowadzenia do rozdziału B. Począwszy od wówczas, jego czas stał się tak napięty, że nie był on już w stanie nic więcej poprawić. Aczkolwiek kolega ten nie był skłonny tego przyznać, moim zdaniem jego nagłe kłopoty czasowe jakie pojawiły się dopiero po tym jak rozpoczął poprawianie tego opracowania, nosiły wszelkie znane mi atrybuty bycia sztucznie zaindukowanymi przez naszych okupantów w celu uniemożliwienia mu językowego skorygowania całego traktatu. Obserwując z głębokim żalem jak on został obezwładniony i zduszony tylko z powodu swojego niewinnego zamiaru dopomożenia mi z językiem angielskim, nie miałem już sumienia aby dać ten traktat do poprawy komukolwiek innemu.
#22. Opublikowanie tego traktatu. Jak to wyjaśniłem to już w podrozdziale A1, w czerwcu 2000 roku przechodziłem nasilenie kłopotów zdrowotnych jakie wprowadzało poważne zagrożenie dla mojego życia. Ponieważ logika mi podpowiedała, że jeśli przedłużę pracę nad tym traktatem, kłopoty te mogą doprowadzić do mojej śmierci, postanowiłem wydać ten traktat w stanie w jakim wówczas się znajdował. Chociaż więc traktat ten ciągle wymagał dalszych dogładzeń, przerwałem wszelkie dalsze nad nim prace i podjąłem jego formalne publikowanie. W dniu 28 czerwca 2000 roku wersja polskojęzyczna tego traktatu została wysłana do Biblioteki Narodowej Nowej Zelandii dla celów depozytu legalnego. Oficjalne potwierdzenie tego depozytu wystawione zostało z datą 3 lipca 2000 roku. Ponieważ traktat ten posiadał już wówczas swoją wersję angielskojęzyczną, dnia 30 czerwca 2000 roku wysłałem również wersję angielskojęzyczną dla depozytu legalnego. Wersja ta była moim pierwszym angielskojęzycznym opracowaniem jakie ujawniało niewidzialną okupację Ziemi przez pasożytów kosmicznych. Niestety, w przypadku wersji angielskojęzycznej, nasi kosmiczni pasożyci zdołali jakoś powstrzymać jej formalne opublikowanie. O tym, że powstrzymanie to miało miejsce, zdałem sobie sprawę kiedy po wysłaniu owej wersji do zarejestrowania, w zwykłym terminie jednego tygodnia nie otrzymałem od Biblioteki Narodowej Nowej Zelandii formalnego potwierdzenia depozytu. Kiedy brak tego potwierdzenia przedłużył się do niemal czterech tygodni, dnia 26 lipca 2000 roku wysłałem list zapytujący jaki starał się ustalić co właściwie się stało. Odpowiedź na ten zapytujący list nadeszła 9 sierpnia 2000 roku, informując mnie że egzemplarz angielskojęzycznej wersji tego traktatu nigdy nie dotarł do Biblioteki Narodowej Nowej Zelandii. Niektóre osoby mogą wierzyć że był to zwykły "zbieg okoliczności" - wszakże każdego roku prawdopodobnie wiele paczek zostaje zagubionych podczas ich przesyłania. Jednak poprzednio wysyłałem do tej biblioteki dziesiątki paczek z moimi publikacjami, i jak dotychczas traktat [7/2a] był pierwszą i jedyną paczką jaka zaginęła. Dlatego, nawet jeśli to jest "zbieg okoliczności", jest on bardzo wymowny. Z kolei, jak wyjaśnione to zostało w podrozdziale B2, ponieważ nasz pasożyt kosmiczny używa bardzo mylących metod opresji - jeśli ktoś zechce znaleźć prawdę wówczas właśnie "zbiegi okoliczności" są wskaźnikami które jak precyzyjny kompas moralny zdecydowanie kierują nas poprzez zawikłane sieci i zasłony dymne z mylących pozorów. Muszę tutaj przyznać, że spowodowanie zaginięcia angielskojęzycznego traktatu było bardzo przebiegłym posunięciem, ponieważ zdołało ono opóźnić jego opublikowanie o niemal 2 miesiące.
Po tym jak zaginięcie egzemplarza angielskojęzycznego zostało wyjaśnione, dnia 10 sierpnia 2000 roku wysłałem drugi egzemplarz tego traktatu do Biblioteki Narodowej Nowej Zelandii, mając nadzieję, że tym razem mój depozyt legalny zostanie formalnie przyjęty i potwierdzony. Niestety, moje oczekiwanie na rejestrację tego drugiego egzemplarza ponownie zaczęło się przedłużać. W tydzień później, t.j. w dniu 17 sierpnia 2000 roku, wysłałem więc drugi list zapytujący jaki starał się ustalić co się stało z owym drugim egzemplarzem traktatu [7/2a]. Zamiast odpowiedzi na ów list, w dniu 23 sierpnia otrzymałem formalne potwierdzenie depozytu. W ten sposób bitwa o formalne wydanie angielskojęzycznej wersji tego traktatu również została zakończona, chociaż moje pytanie kto wstrzymywał to wydanie nie znalazło odpowiedzi.
Decyzja o porzuceniu dalszej pracy nad tym traktatem przed końcem czerwca 2000 roku w celu jego wcześniejszego opublikowania okazała się poprawna, bowiem począwszy od czasu kiedy przerwałem nad nim dalsze prace, moje zdrowie zaczęło się systematycznie, aczkolwiek zwolna, poprawiać. Jakieś trzy tygodnie później zacząłem się już czuć "normalnie", t.j. infekcja płuc zdawała się całkowicie ustąpić (aczkolwiek nadal miałem trudności z oddychaniem spowodowane ogromnym zanieczyszczeniem powietrza w Timaru). Na nieszczęście, kiedy rozpocząłem apelacje w sprawie wstrzymania opublikowania angielskojęzycznej wersji tego traktatu, nagle pojawiły się nowe kłopoty zdrowotne - chociaż tym razem nie z płucami a z kręgosłupem (wypadnięcie dysku). Jak problemy te uświadamiają, okupujący nas UFOnauci nigdy nie popuszczą w żadnej sprawie.
Oczywiście, powyższa historia nie jest jeszcze zakończona i mam nadzieję, że jednego dnia będę w stanie napisać kolejny traktat [7/3] w jakim będziemy mieli zaszczyt raportować o końcowym kamieniu milowym, mianowicie że pierwszy działający prototyp piramidy telepatycznej został z powodzeniem zbudowany, zaczyna służyć dobru udręczonej ludzkości, i staje się wysoce przydatny w odzyskaniu naszej niepodległości od szatańskiego pasożyta z kosmosu.